✨ Visual Editor

close

Thread Truncated

Only the first 20 tweets are shown to ensure high-quality rendering and prevent image size issues.

palette Canvas & Background

Gradient:arrow_forward
Text Color:
135°

style Card Style

40px
16px

text_fields Typography

16px
Przewodzik
@Przewodzik
PrzewodzikKsiążkowy (ranking)

100 najlepszych powieści polskich według Przewodzika

1 września to chyba najlepsza data, aby zaprezentować mój osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 najlepszych polskich powieści – co jak co, ale szkoła też kształtuje nasz gust literacki, choć czasem w negatywny sposób. Ja na przykład wciąż nie przeczytałem „Nad Niemnem”...

Jak zwykle kilka uwag. Po pierwsze wszystkie te książki przeczytałem, jeśli czegoś nie przeczytałem, na liście tego na pewno nie będzie, to oczywiste. Po drugie, niektóre rzeczy przeczytałem dwa razy lub więcej, co powoduje pewne problemy, bo kolejna lektura tej samej książki w dużym stopniu weryfikuje pierwotną ocenę – albo utwierdza nas w przekonaniu o wielkości, albo powoduje, że dawna fascynacja się ulatnia. Tego niestety nie przeskoczę, a przykład tego będzie już w pierwszej omawianej książce. Po trzecie - wiele polskich powieści nie czytałem, z wyboru, z przypadku, tak się ułożyło moje czytelnicze życie, że na przykład nie znam „Rodziny Połanieckich” Sienkiewicza, „Panny Nikt” Tryzny czy żadnej powieści Hena (ojca), Brezy lub Kalwasa. Po czwarte, w ustaleniu kolejności na liście brałem pod uwagę wiele czynników, ale na końcu jest zawsze mój gust, moja ocena i osąd danej powieści – inaczej ani nie chciałem, ani się nie da, moim zdaniem to zawsze będzie najważniejsze w takich zestawieniach.

Zasady takie jak zwykle – za chwilę pojawi się pozycja 100, a potem w jednym wątku będziemy jechać w dół aż do numeru jeden. Moje wpisy będą na żywo – każdy będzie pisany tuż przed opublikowaniem, ja mam rzecz jasna w głowie ogólny zarys, ale to zawsze jest pisane „na gorąco” i czasem pojawia się jakaś nowa myśl lub nawet zmiana pozycji, od razu przepraszam więc za błędy i literówki, będę starał się unikać, ale na pewno jakieś się zdarzą.

Zachęcam oczywiście do śledzenia, komentowania, podawania dalej i lajkowania, mam nadzieję, że to będzie całkiem fajna i ciekawa zabawa, liczę na podobny ferment jak przy poprzednich moich rankingach. No właśnie – to tylko zabawa, proszę nie traktować tego tak strasznie poważnie i jak zawsze apeluję o kulturalną dyskusję – niech ten półdarmowy portal na chwilę stanie się lepszym miejscem. Zaczynamy.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
100. Stefan Themerson „Wykład profesora Mmaa” (1953). Żadna książka Themersona nie trafiła do mojej setki najlepszych powieści obcojęzycznych, czego żałuję, bo bardzo lubię (chyba nawet bardziej niż Tołstoja, o którego tak dużo osób się dopominało). I w zasadzie jest to autor angielskojęzyczny, ale akurat debiutancka powieść była napisana po polsku, dlatego jest na tej liście. Niezwykle zabawna satyra na ludzkość, która opowiada o społeczności… termitów, z tytułowym profesorem Mmaa w roli głównej. Powieść ta byłaby na pewno wyżej na liście, ale tu przykład tego o czym pisałem we wstępie – książka powtórzona po latach, nie sprawiła już takiej radości jak za pierwszym razem, ale wciąż uważam, że to bardzo wartościowe dzieło. W sam raz na otwarcie zestawienia.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
99. Jakub Żulczyk „Ślepnąc o świateł” (2014). I już na niemal samym początku chyba kontrowersje, a moim zdaniem niesłuszne. No co ja zrobię – uważam, że to dobra powieść. I czymże jest siła literatury, jeśli nie tym: biorę dla mnie anonimowego wówczas autora, jestem pełen uprzedzeń i… po rozpoczęciu czytam ponad 200 stron ciurkiem w nocy. A następnego dnia chce dokończyć. Bo niby cóż mnie mogą obchodzić perypetie warszawskiego dilera narkotyków, a przecież w końcu obeszły całkiem mocno. Żulczyk ma świetny słuch, dobrze buduje postaci i wiarygodnie pokazuje ich w opowieści, która ma poza wszystkim ciekawy, pulsujący rytm. Jest mocno, intensywnie, tak ma być.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
98. Wacław Gąsiorowski „Huragan” (1901). Chyba mocno zapomniana powieść zapomnianego już dzisiaj autora, który był niezwykle poczytny na przełomie XIX i XX wieku. Zapomnienie trochę zrozumiałe, ale warto czasem odkurzać zmurszałe tomy, szczególnie chyba właśnie takie starsze powieści historyczne – dla mnie wyróżniająca się pozycja o epoce napoleońskiej, łącząca sprawy dziejowe na tym najwyższym poziomie z przygodą i romansem. Zacna ramota można rzec i należy pamiętać, że literatura napoleońska była na długo przed Łysiakiem. To pierwsza powieść z cyklu, który cały wart jest przeczytania, ale wybór padł na tę jedną powieść.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
97. Wojciech Kuczok „Gnój” (2003). Bardzo słusznie głośna swego czasu rzecz ze średnia ekranizacją („Pręgi”, 2004), ale trudno było przenieść na ekran gęstą, swoistą opowieść autora, której siła jest w niezwykłym języku, własnym narzeczu wręcz. Historia wchodzi pod paznokcie, ale tu język jest kluczem i to on decyduje o wyjątkowości tej prozy. Kuczok zrobił mi tą powieścią lekką dziurę w głowie i zostało bardzo mocne wrażenie – a książka zapamiętana, to książka, którą się wzięło na własność. No to musi być w zestawieniu.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
96. Wojciech Zembaty „Głodne słońce” (2016). Jedna z najciekawszych rzeczy z fantastyki polskiej ostatnich lat, w której autor wrzucił do literackiego kociołka mity, stereotypy, wyobrażenia i toposy z Ameryki Łacińskiej i kultury azteckiej, dodał chilii i mezcalu, zamieszał i dał do wypicia. Dwa tomy, dużo krwi, mało sympatycznych postaci, a wciąga jak dżungla na granicy Belize z Gwatemalą. Cieszy tematyka, cieszy sposób stworzenia świata i cieszy duża pomysłowość autora. Dużo cieszy, zatem jest na liście.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
95. Andrzej Kuśniewicz „Lekcja martwego języka” (1977). Ponownie średnio zekranizowana powieść, bo wyszedł z tego potężny snuj filmowy, ale co się nie sprawdza na ekranie, działa dużo lepiej w słowie. A tu rozterki porucznika armii austro-węgierskiej Alfreda Kiekeritza, który pod koniec I wojny światowej zostaje przeniesiony do małego miasteczka w Galicji ze względu na zaawansowaną gruźlicę, robią już zdecydowanie lepsze wrażenie. To taka, zachowując oczywiście miarę, „Czarodziejska góra” w mikroskali. tu też czuć tu ten sam lub podobny słodkawy odór gnijącego powolutku starego świata.

2. Ps. Tak, wiem, że autor był donosicielem bezpieki, ale tu oceniamy literaturę nie życiorysy. Świnie też potrafią czasem dobrze pisać.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
94. Wiktor Gomulicki „Wspomnienia niebieskiego mundurka” (1906). Wspaniała powieść, w której autor wraca do czasów dziecinnych przed powstaniem styczniowym, kiedy jeszcze w Królestwie Polskim nie szalała rosyjska cenzura i carski zamordyzm. Dostajemy zatem po prostu przepiękna nostalgiczna podróż do młodzieńczej Arkadii i jakiś rodzaj niewinności, który bardzo przypadł mi do gustu. Niezwykle to sympatyczna opowieść, wiadomo, przeszłość jest w niej mocno idealizowana i uładzona, ale mój Boże, im starszy jestem, tym mam tak samo przecież. I za uruchomienie tych miłych nut w moim serduszku, powieść znakomitego varsavianisty wskakuje na listę.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
93. Maria Kuncewiczowa „Cudzoziemka” (1936). Koniecznie chciałem dać do rankingu coś tej autorki, bo mam dziwną słabość i wybrałem powieść najbardziej znaną jednak, ale też taką, którą cenię. To bodaj najlepszy, a przynajmniej literacko najlepszy, dojrzały portret kobiety nieszczęśliwej, która pod koniec życia przygląda się swojemu gorzkiemu losowi, do którego sama przyłożyła w dużej mierze rękę. To proza skupiona na przeżyciach wewnętrznych, dużo w niej prawdy o ludziach i relacjach, mocno psychologizująca, ale na pewno nie w nużący sposób. Tu też ekranizacja, niezława, ale taka proza jest jednak trudna do oddania. Zatem – zdecydowanie lepiej przeczytać.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
92. Stanisław Pagaczewski „Gospoda pod Upiorkiem” (1968). Nic na to poradzić nie mogę, że jak tylko zaczynam czytać coś Pagaczewskiego (no, raczej jak kiedyś czytałem, bo jednak dawno niczego nie powtórzyłem), to zaraz zaczynałem rechotać, zupełnie jakby mi ktoś zaczął smyrać piórkiem po stopie. Niepodrabialny styl, który cieszy od pierwszego zdania, a tu jeszcze bardzo zabawna historyjka i zwariowana galeria postaci, nie tylko z tego świata. No i wychodzi na to, że mamy w zestawieniu kolejną powieść młodzieżową, ale nie, nie będzie tego ostatecznie tak dużo.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
91. Stanisław Ignacy Witkiewicz „622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta” (powst. 1911, pierwodruk 1972). Młodzieńcze dzieło Witkacego to doskonała zapowiedź tego, co z niego później wyrosło (no dobra, on w 1911 roku był już dorosłym facetem, ale potem mu się na pewno pogłębiło) – genialne grafomaństwo, które mimo całego swojego pierdolamento i obłapki (a jak wiadomo, obłapka jest najważniejsza) zachwyca, tumani i odrzuca. No i jest w tym wszystkim to szaleństwo, którego oczekujemy od artystów, przynajmniej ja oczekuję żeby już nie mówić za innych. Witkacego się albo lubi albo nie znosi. Ja lubię. Zatem spotkamy się z nim w rankingu jeszcze nie raz.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
90. Henryk Rzewuski „Pamiątki Soplicy” (1839). Tu nie wiadomo do końca czy to powieść, bo gawęda szlachecka to trochę co innego, ale to spory dobre dla ekspertów, my te gatunkowe spory pomijamy. A ja lubię tę pozycję za coś, co nazywa się „swadą” i co doskonale opisuje dobrego opowiadacza. No i czy mielibyśmy Sienkiewicza, gdyby nie Rzewuski z jego barwnymi historiami? Zabawne w sumie, że autor napisał swojego dzieło jako pastisz, a to wzięło i zrobiło mu psikusa stając się niemal biblią staropolszczyzny i sarmackości. A tak potrafią tylko dzieła wybitne. To będzie chyba najstarsza rzecz na liście.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
89. Jan Dobraczyński „Listy Nikodema” (1952). Autor niezwykle popularny w PRL-u, noszący chyba swego rodzaju odium „najbardziej paksowskiego pisarza w dziejach”, co nie brzmi zbyt dumnie. Nie czytałem zbyt dużo jego rzeczy i raczej mi się one nie podobały, z wyjątkiem tej, bo to powieść naprawdę bardzo ciekawa. Dobraczyński bohaterem swojego działa uczynił rabbiego Nikodema, którego oczami patrzymy na życie i śmierć Chrystusa, co daje niezwykle interesująca perspektywę. Literatura religijna, która daje sporo do myślenia, a i poznawczo sporo oferuje, bo realia Palestyny sprzed 2 tys. lat oddane dobrze. Rzecz do powtórki, ale kiedy czytać te wszystkie książki i to jeszcze po raz drugi…
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
88. Flora Bieńkowska „Południe wieku” (powst. 1970, pierwodruk – 2019). Powieść, która nie mogła ukazać się w PRL-u i dopiero 6 lat temu (!) ujrzała światło dzienne. Komunistyczna cenzura nie dość, że zabroniła druku to jeszcze kazała zniszczyć maszynopis i wszystkie kopie, co na szczęście się nie udało. Bo ciekawa historia stojąca z książka to na szczęście nie wszystko – mamy tu spory kawałek dobrej literatury, która dotyczy głównie postaw intelektualnych wobec komunistycznej rzeczywistości. Kilka prawdziwych osób z lat 50. mogłoby się tu ładnie przejrzeć, bez wątpienia. Nieco hermetyczne, ale momentami naprawdę intrygujące i celne.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
87. Tadeusz Nowak „A jak królem, a jak katem będziesz” (1968). Utwór utrzymany w konwencji ludowej baśni czy też przypowieści, gdzie czasem to, co realne miesza się z fantasmagorią. Sporo tu symboliki i odniesień kulturowych, głównie do ludowości. Bo taka to literatura – jakby się wiosną przez kwitnący sad szło i przy okazji słuchało opowieści człowieka, który żył w złym czasie. Proza na pewno nie dla wszystkich, ale jeśli ktoś lubi klimaty etnograficzno-baśniowe to odnajdzie tu sporo przyjemności czytelniczej. Doceniam bardzo, choć chyba nie chciałbym powrotem do lektury burzyć naprawdę pozytywnych wrażeń z pierwszego czytania.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
86. Eugeniusz Paukszta „Buntownicy” (1963). Wiadomo, że w kategorii „powieści płaszcza i szpady” to trudno dogonić Dumasa czy Sienkiewicza, ale brawa dla autora, znów zapomnianego chyba mocno, bo jego powieść osadzona w XVII-wiecznych Prusach to całkiem wciągająca sprawa – mnie wciągnęła kiedyś mocno. Kanwą historii jest sprawa szlachcica Krystiana Ludwika Kalksteina-Stolińskiego, co już samo w sobie jest bardzo ciekawe, ale tu więcej dobrego – szczególnie dla osób, które cenią wiele wątków i detali typowo historycznych. Dobra powieść historyczna, która zachowuje odpowiedni balans między przygodą a opowiadaniem na serio.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
85. Emil Zegadłowicz „Zmory” (1935). 90 lat temu powieść wywoła skandal, a Zegadłowicza okrzyknięto pornografem, ale dziś z tej aury zostało chyba tylko mocne, dobre i celne wniknięcie w psychikę dorastającego chłopaka. To niby autobiografia, ale wiadomo, że sporo tu kreacji i moim zdaniem podkręcania wielu spraw, stąd i taki, histeryczny momentami był jej odbiór gdy się ukazała. Dziś, mam wrażenie, że pamfletycznych charakter powieści paradoksalnie łagodzi te wszystkie „brzydkie rzeczy”, bo wiemy, że wyolbrzymione, stąd i czyta się dobrze. Z pewnością jedna z najciekawszych powieści polskich lat 30.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
84. Władysław Terlecki „Spisek” (1966). Terlecki to bodaj największych specjalista literacki od powstania styczniowego i ta powieść, rozpoczynająca cykl, jest tego najlepszym przykładem (tu w zasadzie mógłby dać tytuł całości, czyli „Twarze 1863”, bo reszta też dobra). Porządny, rzetelny kawał prozy historycznej, gdzie i postacie dobrze zarysowane i dobrze umocowane w opisywanej rzeczywistości. Bohaterem utworu jest Stefan Bobrowski, członek Tymczasowego Rządu Narodowego podczas powstania, który jadąc pociągiem na pojedynek z hr. Adamem Grabowskim, rozmyśla o tym co było, co jest i co będzie. Jeszcze raz – świetnie oddane tło historyczne i niezła głębia psychologiczna głównej postaci, zatem dla mnie się podoba.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
83. Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe” (2014). Wbrew opinii dwóch przeciwstawnych obozów (bo u nas zawsze są jakieś dwa obozy) Tokarczuk nie jest tak genialna jak o niej niektórzy piszą, ale nie jest też tak zła, jak chcą inni. Ja szanuję i doceniam przede wszystkim za rozmach i szerokość tej powieści, no i za temat, który jest pociągnięty dobrze, choć można kilka zarzutów mieć. Dla dużych powieści zawsze znajdzie się jednak jakieś zarzuty, a to jest powieść duża. Naszej Noblistki już w rankingu nie będzie, choć blisko był „Prawiek i inne czasy”, reszta moim zdaniem, skromnym przecież, zdecydowane słabsza.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
82. Stanisław Dygat „Jezioro Bodeńskie”(1946). Literatura narodowa, która nie mierzy się lub nie chce mierzyć się z narodowymi mitami, a szczególnie w takim kraju jak Polska, to zupełna pomyłka. Na szczęście mamy kilka książek, które ten wysiłek podejmują. I do nich należy debiut Dygata, który rozlicza nas, ale przede wszystkim sam siebie przecież, z mrzonek i miazmatów naszego narodowego myślenia. I ta przeklęta, nieustanna potrzeba, żeby nas tylko ktoś docenił i pogłaskał… Dość smutna lektura, ale przecież w pewien sposób też oczyszczająca.
Thread image
Generated by Thread Navigator
100%
view_carousel Carousel Studio NEW
Press + S to quick-export