✨ Visual Editor

close

Thread Truncated

Only the first 20 tweets are shown to ensure high-quality rendering and prevent image size issues.

palette Canvas & Background

Gradient:arrow_forward
Text Color:
135°

style Card Style

40px
16px

text_fields Typography

16px
Przewodzik
@Przewodzik
PrzewodzikFilmowy (ranking)

Wczoraj zapowiadałem coś dużego na dzisiaj i mam nadzieję, że mój prywatny, osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 Najlepszych Polskich Filmów w Historii czymś takim będzie. Do mojego profilu przypięta jest lista 100 najlepszych filmów w historii na świecie i tam kilka polskich obrazów jest, ale będzie kilka drobnych przetasowań, choć nie na tych najwyższych pozycjach – kto zatem nie chce znać ostatecznej kolejności niech tam nie zagląda.
Chciałbym powtórzyć, że to moja lista i tylko moja – można się z nią nie zgadzać, można pisać, że zła, że nie taka, że czegoś brakuje - pamiętajcie jednak, że to MÓJ wybór, a nie kogokolwiek innego. Chętnie poznam wasze zdanie.
To jest lista na dziś i pewien moment – za rok pewnie będzie wyglądać inaczej. Teraz też mogłem o czymś zapomnieć, ale skoro zapomniałem, to nie bez przyczyny.
Zatem przechodzimy do zestawienia – wszystko będzie w jednym wątku, w kolejnych wpisach, które będą się pojawiały co kilka, kilkanaście minut, mała metryczka filmu i mój krótki opis, zaczynamy od miejsca setnego i schodzimy w dół aż do pierwszego. Zapraszam i miłej lektury.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
100. „Vinci”, reż. Juliusz Machulski (2004)
Zaczynam od kina rozrywkowego z premedytacją – mam wrażenie, że od lat, być może właśnie od tego filmu, takiego kina w Polsce brakuje najbardziej. A po drugie – nie, na mojej liście nie będzie tylko filmów artystycznie ważnych, choć takie oczywiście też będą – lubię komedie i będzie ich całkiem sporo. A o samym „Vincim” krótko - ostatni dobry obraz Machulskiego, inteligentna zabawa z widzem i konwencją, wiadomo trochę pożyczonych pomysłów, ale umiejętne wkomponowanie zagadki kryminalnej w polską (i krakowską!) rzeczywistość wyjątkowo udana. Bardzo przyjemne kino, do którego chętnie wracam.
Ps. Po sequelu nie spodziewam się jednak niczego dobrego, ale zawsze lepiej być miło zaskoczonym, nie?
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
99. „Ćma”, reż. Tomasz Zygadło (1984)

I od razu zmieniamy mocno klimat, bo kolejnym filmem jest kino psychologiczne par excellence - kameralna opowieść o radiowcu, który prowadzi nocne Polaków rozmowy i stara się im pomóc, choć sam pomocy potrzebuje. Znakomite aktorstwo, mocne wiercenia w duszach i umysłach, gęsta atmosfera i naprawdę sporo do myślenia. A w dodatku w zasadzie wszystkie problemy bohaterów ważne i dziś - jak zachować siebie, jak wytrzymać ze światem. O filmie pisałem na profilu, kto chętny ten znajdzie.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
98. "Miasto 44”, reż. Jan Komasa (2014)

Trzeba tę listę trochę podostrzyć kontrowersyjnie, a ten film chyba nadaje się na to całkiem dobrze. Uważam, ze Komasa to dobry reżyser średnich filmów, ale tego będę akurat bronił i nawet młodzieżowa muzyka w scenie bitewnej mi nie przeszkadza. Bardzo dobra realizacja, ładne role młodych aktorów i dobra opowieść o tragedii miasta. Za kilka scen dam się pokroić, szkoda, ze całość nie utrzymana w takim "ścisku żołądka" jak choćby scena ulicznej egzekucji. A teraz można hejtować ;-)
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
97. „Hrabina Cosel”, reż. Jerzy Antczak (1967)

Jestem miłośnikiem dużych produkcji historycznych, a polska kinematografia ma w tej kategorii spore tradycje, niestety kontynuacji brak. Dzieło Antczaka nie dorównuje oczywiście naszym najlepszym filmom kostiumowym ale jest wystarczająco dobre, aby znaleźć się na liście. Jest odpowiedni rozmach, stroje, plenery, Jadwiga Barańska pokazuje dużą klasę, Dmochowski jako August II Mocny jest doskonały, a całość ogląda się dobrze, choć przecież materiał wyjściowy od Kraszewskiego nic specjalnie nie urywa. W sam raz na 97 miejsce.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
96. „Sztuczki”, reż. Andrzej Jakimowski (2007)

Reżyser debiutował dość znanym "Zmruż oczy", ale to drugi jego film jest według mnie jego najlepszym dziełem, gdzie w pełni ujawnia się charakterystyczna stylistyka i klimat. Slow cinema, które oczywiście wymaga pewnej uwagi, ale jest na tyle miłe w oglądaniu, że trudno tu się zgubić czy stracić wątek. Niby nudne, a łechce przyjemne rejony w głowie. Lubię takie filmowe sztuczki.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
95. „Dzięcioł”, reż. Jerzy Gruza (1970)

Wyobraźcie sobie, że film Gruzy został uznany w jakimś plebiscycie za najgorszy obraz 25-lecia PRL, a ja lubię go bardzo i uważam, że on po prostu wyprzedzał swój czas. Piękna frenetyczna farsa z mnóstwem gustownego absurdalnego dowcipu. Znakomita rola Gołasa, ale tu wspaniałe są role na drugim, a nawet trzecim planie. On ma oczywiście mocne peerelowskie zakotwiczenie i pewnie dla młodszych widzów może nie być do końca czytelny, ale według mnie starzeje się porto, a nie jak mleko.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
94. „Na wylot”, reż. Grzegorz Królikiewicz (1972)

O filmie pisałem więcej na profilu, tu tylko w skrócie - kino Królikiewicza to oczywiście rzecz osobna, ale akurat ten film jest dość dostępny dla szerszej publiczności. To oczywiście jest art house, ale jednak i tematyka i sposób ujęcia pozwalają uznać go za film naprawdę warty zobaczenia. Historia małżeństwa Maliszów., morderców z przedwojennego Krakowa zostaje w głowie i długo nie daje spokoju po seansie, także dzięki formalnej stronie obrazu. Mocne walnięcie obuchem w łeb.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
93. „Symetria”, reż. Konrad Niewolski (2003). Muszę przyznać, że mam jakąś dziwną słabość do kina więziennego (tu szczególnie lubię francuskie obrazy takie jak "Ucieczka skazańca", "Dziura" czy "Prorok") nic dziwnego, że ten film też mi się podobał, bo jest po prostu dobry. Więzienie, wbrew pozorom, wcale nie jest takie łatwe do sportretowania. Niewolski wtargnął do naszego kina z futryną, ale okazało się, że to meteor - od "Symetrii" tylko w dół. To jednak po nim zostanie, a ja chciałbym zwrócić uwagę na znakomitą ścieżkę dźwiękową Michała Lorenca.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
92. „Pułkownik Kwiatkowski”, reż. Kazimierz Kutz (1995).

Krytycy sarkali, ale cholera jasna - to bodaj pierwszy obraz, który w taki sposób opowiadał o czasach stalinowskich i do dziś to działa całkiem nieźle. Ciekawa historia, trochę satyry, trochę powagi i choć fastryga czasami puszcza, to jako całość broni się i, co całkiem ważne, ten film się pamięta! Nie tylko dzięki piersiom Renaty Dancewicz ;-). W kinie o to też chodzi, bo filmów, które się zapomina są setki. Trochę na wyrost, ale to przecież nie jest jakieś bardzo wysokie miejsce.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
91. „Cześć Tereska”, reż. Robert Gliński (2001). Znów wyznanie - ja lubię takie kino społeczne, które bardziej przygląda się niż szuka diagnoz i analiz, a tym bardziej osądu. Film Glińskiego był trochę głośny, ale dzisiaj jest, mam wrażenie, bardzo zapomniany, a moim zdaniem niesłusznie. Mamy tu trochę Loacha, trochę cinema verite, ale tak naprawdę najważniejszy jest ten spory ładunek autentyzmu, kóry bije z wielu kadrów. W 2001 roku miałem 24 lata i doskonale pamiętam tego typu dziewczyny i chłopaków z osiedla. Kilka scen zupełnie jak obrazki, które sam widziałem na Grochowie. I dlatego też, między innymi, jest w rankingu.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
90. „Prawo i pięść”, reż. Edward Skórzewski, Jerzy Hoffman (1964). Polski "western", który już czołówką i piękną piosenką "Nim wstaje dzień" śpiewaną przez Edmunda Fettinga urzeka klimatem i ciekawym spojrzeniem na osadnictwo na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Moim zdaniem wspaniała, nieco wycofana, ale jednocześnie twarda rola Holoubka i całkiem interesująca rozgrywka z bandą szabrowników. Dobre korzystanie z hollywoodzkich schematów, angażująca historia, a film, choć starzeje się, to jednak robi to godnie.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
89. „Nic śmiesznego”, reż. Marek Koterski (1995). Wiem, wiem, wiem, wielu zapyta: dlaczego tak nisko?! A no bo Adaś Miauczyński jest tu jeszcze w stadium, no, na pewno nie larwalnym, ale jednak to nie jest do końca dojrzały film moim zdaniem. Owszem, ma wiele bardzo dobrych momentów, sporo genialnych i dobrych linijek, ale jako całość to jednak zbiór anegdot niż pełna opowieść. I choć jest to oczywiście, jak zwykle u Koterskiego, podszyte ogromnym smutkiem, rozpaczą nawet, co niezwykle cenię, to jednak ja mam z tym filmem problem - nie do końca go lubię. Ale doceniam. I tak wiadomo, że Miauczyński się jeszcze pojawi w dużo lepszym obrazie.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
88. „Konsul”, reż. Mirosław Bork (1988). Takich historii jak ta Jacka Ben Silbersteina, czyli sprytnego oszusta i manipulatora Czesława Wiśniaka, to opowieść której kino po prostu łaknie. Przecież to, że ktoś wymyślił sobie fikcyjny konsulat austriacki we Wrocławiu i czerpał z tego korzyści jest tak absurdalna, że uwierzyć w to nie sposób. A jednak. Świetny Fronczewski nadał postaci Silbersteina odpowiedniego charakteru i dziwnej sympatii, choć przecież nie powinno się kibicować oszustom. Mimo pewnej przaśności anturażu bardzo fajne kino.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
87. „Upał”, reż. Kazimierz Kutz (1964). No co ja poradzę, że uwielbiam te głupotki - Boże, ile tu jest niewymuszonego dowcipu i uroku, to ja piórkuję. Cudowności po prostu i tyle, a każdy kto będzie kwestionował obecność tych dyrdymałek w rankingu otrzyma cios w nos. Rzekłem. Kto nie oglądał, biegusiem, na pewno jest w Internecie. Nie ma nic lepszego na dobry humor, w poniedziałek się przyda.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
86. „Hubal”, reż. Bohdan Poręba (1973). Nie chcę tu wchodzić w ocenę postaci Hubal i jego postawy we Wrześniu, ale na pewno dobrze się stało, że postać ta trafiła na ekran kinowy. I dobrze, że zagrał ją Ryszard Filipski, bo moim zdaniem ta rola stała się dla niego "drugą skórą" - to jest wyśmienita kreacja. Zostawmy już na boku Porębę, Grunwald i te wszystkie peerelowskie smrodki. Dobre kino - chciałbym takiego poziomu w jakimś współczesnym filmie o naszej obronie w 1939 roku. Czy proszę o tak wiele?
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
85. „Pokój z widokiem na morze”, reż. Janusz Zaorski (1977). Ten film odkryłem całkiem niedawno temu i pisałem o nim na swoim profilu. I bardzo lubię takie niespodzianki. Z opisu wydawał się jakimś snujem, ale okazało się, że to niezwykle interesujący film, tak, tak, psychologiczny, ale mój Boże, wszyscyśmy niewolnikami psychologii, czyż nie? Naprawdę polecam, bez dwóch zdań jeden z najlepszych filmów Zaorskiego, a mam wrażenie, że zupełnie zapomniany.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
84. "Zapomniana melodia", reż. Jan Fethke & Konrad Tom (1938). Tu znów będzie pewnie mała awantura, bo ten film to tak naprawdę zbiorcze miejsce dla całego polskiego kina przedwojennego. Wyznanie - uważam, że żadna przedwojenna produkcja tak naprawdę nie powinna się znaleźć w rankingu, nie doczekaliśmy się nawet nie tyle arcydzieła, co po prostu filmu wybitnego z przedwojnia, ale warto jednak ten okres jakoś zaznaczyć. Tu tak naprawdę mogło być kilka innych śpiewanych komedii muzycznych z lat 30., ale tak z ręką na sercu - z tych filmów zostały głównie piosenki, a wiele osób kojarzy je, ale już nie potrafi dopasować do obrazu. Zastanawiałem się nad "Znachorem", "Prokurator Alicją Horn" czy "Dziewczętami z Nowolipek", ale to jednak nie to... W II RP powstał też "Dybuk", ale czy to to jest kino polskie? Bo, że zrobione w Polsce to na pewno. Porównując polskie kino tamtego okres do innych krajów odstawaliśmy jednak poziomem, takie jest moje zdanie.
Zatem ten film i ta pozycja to taki mój mały hołd dla sympatycznych przedwojennych filmowych wodewilów, ale jednak tylko symboliczny. Mozna zaczynać awanturę ;-)
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
83. „Nadzór”, reż. Wiesław Saniewski (1983)

I znów film więzienny - mówiłem, że coś ze mną nie tak ;-). Tym razem znakomite studium kobiecej psychiki w warunkach zniewolenia - gęste jak smoła, ciężkie jak kowadło, ale warte zobaczenia. I cała galeria świetnych ról, z Ewa Błaszczyka na czele, ale tu przecież i Szapołowska, Sawicka, Kownacka czy Szykulska zagrały przekonująco i przejmująco.
Thread image
Przewodzik
@Przewodzik
82. "Kobieta samotna", reż. Agnieszka Holland (1981)

Ja wiem, że p. Agnieszka po jej ostatnim filmie ma przechlapane u niektórych, ale hej, ona zrobiła troszkę dobrego kina. To pewnie jej najlepszy film z tych zrobionych w Polsce (tu miałem w głowie jeszcze "Gorączkę", bo lubię ten okres historyczny). To obraz niezwykle przykry i smutny - beznadzieja peerelu, do tego samotność i rozpaczliwe poszukiwanie bliskości, wszyscy poranienie i złamani. Uff, ciężary, ale mówiące spor o ludziach i relacjach. A do tego znakomita Maria Chwalibóg i kaleki Bogusław Linda jako jej kochanek, kiedy nie był jeszcze "twardzielem". Sporo przemyśleń.
Thread image
Generated by Thread Navigator
100%
view_carousel Carousel Studio NEW
Press + S to quick-export