@Przewodzik: PrzewodzikFilmowy (ranking)W...
@Przewodzik
14 views
Jul 14, 2025
1
PrzewodzikFilmowy (ranking)
Wczoraj zapowiadałem coś dużego na dzisiaj i mam nadzieję, że mój prywatny, osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 Najlepszych Polskich Filmów w Historii czymś takim będzie. Do mojego profilu przypięta jest lista 100 najlepszych filmów w historii na świecie i tam kilka polskich obrazów jest, ale będzie kilka drobnych przetasowań, choć nie na tych najwyższych pozycjach – kto zatem nie chce znać ostatecznej kolejności niech tam nie zagląda.
Chciałbym powtórzyć, że to moja lista i tylko moja – można się z nią nie zgadzać, można pisać, że zła, że nie taka, że czegoś brakuje - pamiętajcie jednak, że to MÓJ wybór, a nie kogokolwiek innego. Chętnie poznam wasze zdanie.
To jest lista na dziś i pewien moment – za rok pewnie będzie wyglądać inaczej. Teraz też mogłem o czymś zapomnieć, ale skoro zapomniałem, to nie bez przyczyny.
Zatem przechodzimy do zestawienia – wszystko będzie w jednym wątku, w kolejnych wpisach, które będą się pojawiały co kilka, kilkanaście minut, mała metryczka filmu i mój krótki opis, zaczynamy od miejsca setnego i schodzimy w dół aż do pierwszego. Zapraszam i miłej lektury.
Wczoraj zapowiadałem coś dużego na dzisiaj i mam nadzieję, że mój prywatny, osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 Najlepszych Polskich Filmów w Historii czymś takim będzie. Do mojego profilu przypięta jest lista 100 najlepszych filmów w historii na świecie i tam kilka polskich obrazów jest, ale będzie kilka drobnych przetasowań, choć nie na tych najwyższych pozycjach – kto zatem nie chce znać ostatecznej kolejności niech tam nie zagląda.
Chciałbym powtórzyć, że to moja lista i tylko moja – można się z nią nie zgadzać, można pisać, że zła, że nie taka, że czegoś brakuje - pamiętajcie jednak, że to MÓJ wybór, a nie kogokolwiek innego. Chętnie poznam wasze zdanie.
To jest lista na dziś i pewien moment – za rok pewnie będzie wyglądać inaczej. Teraz też mogłem o czymś zapomnieć, ale skoro zapomniałem, to nie bez przyczyny.
Zatem przechodzimy do zestawienia – wszystko będzie w jednym wątku, w kolejnych wpisach, które będą się pojawiały co kilka, kilkanaście minut, mała metryczka filmu i mój krótki opis, zaczynamy od miejsca setnego i schodzimy w dół aż do pierwszego. Zapraszam i miłej lektury.
View Tweet
2
100. „Vinci”, reż. Juliusz Machulski (2004)
Zaczynam od kina rozrywkowego z premedytacją – mam wrażenie, że od lat, być może właśnie od tego filmu, takiego kina w Polsce brakuje najbardziej. A po drugie – nie, na mojej liście nie będzie tylko filmów artystycznie ważnych, choć takie oczywiście też będą – lubię komedie i będzie ich całkiem sporo. A o samym „Vincim” krótko - ostatni dobry obraz Machulskiego, inteligentna zabawa z widzem i konwencją, wiadomo trochę pożyczonych pomysłów, ale umiejętne wkomponowanie zagadki kryminalnej w polską (i krakowską!) rzeczywistość wyjątkowo udana. Bardzo przyjemne kino, do którego chętnie wracam.
Ps. Po sequelu nie spodziewam się jednak niczego dobrego, ale zawsze lepiej być miło zaskoczonym, nie?
Zaczynam od kina rozrywkowego z premedytacją – mam wrażenie, że od lat, być może właśnie od tego filmu, takiego kina w Polsce brakuje najbardziej. A po drugie – nie, na mojej liście nie będzie tylko filmów artystycznie ważnych, choć takie oczywiście też będą – lubię komedie i będzie ich całkiem sporo. A o samym „Vincim” krótko - ostatni dobry obraz Machulskiego, inteligentna zabawa z widzem i konwencją, wiadomo trochę pożyczonych pomysłów, ale umiejętne wkomponowanie zagadki kryminalnej w polską (i krakowską!) rzeczywistość wyjątkowo udana. Bardzo przyjemne kino, do którego chętnie wracam.
Ps. Po sequelu nie spodziewam się jednak niczego dobrego, ale zawsze lepiej być miło zaskoczonym, nie?
3
99. „Ćma”, reż. Tomasz Zygadło (1984)
I od razu zmieniamy mocno klimat, bo kolejnym filmem jest kino psychologiczne par excellence - kameralna opowieść o radiowcu, który prowadzi nocne Polaków rozmowy i stara się im pomóc, choć sam pomocy potrzebuje. Znakomite aktorstwo, mocne wiercenia w duszach i umysłach, gęsta atmosfera i naprawdę sporo do myślenia. A w dodatku w zasadzie wszystkie problemy bohaterów ważne i dziś - jak zachować siebie, jak wytrzymać ze światem. O filmie pisałem na profilu, kto chętny ten znajdzie.
I od razu zmieniamy mocno klimat, bo kolejnym filmem jest kino psychologiczne par excellence - kameralna opowieść o radiowcu, który prowadzi nocne Polaków rozmowy i stara się im pomóc, choć sam pomocy potrzebuje. Znakomite aktorstwo, mocne wiercenia w duszach i umysłach, gęsta atmosfera i naprawdę sporo do myślenia. A w dodatku w zasadzie wszystkie problemy bohaterów ważne i dziś - jak zachować siebie, jak wytrzymać ze światem. O filmie pisałem na profilu, kto chętny ten znajdzie.
4
98. "Miasto 44”, reż. Jan Komasa (2014)
Trzeba tę listę trochę podostrzyć kontrowersyjnie, a ten film chyba nadaje się na to całkiem dobrze. Uważam, ze Komasa to dobry reżyser średnich filmów, ale tego będę akurat bronił i nawet młodzieżowa muzyka w scenie bitewnej mi nie przeszkadza. Bardzo dobra realizacja, ładne role młodych aktorów i dobra opowieść o tragedii miasta. Za kilka scen dam się pokroić, szkoda, ze całość nie utrzymana w takim "ścisku żołądka" jak choćby scena ulicznej egzekucji. A teraz można hejtować ;-)
Trzeba tę listę trochę podostrzyć kontrowersyjnie, a ten film chyba nadaje się na to całkiem dobrze. Uważam, ze Komasa to dobry reżyser średnich filmów, ale tego będę akurat bronił i nawet młodzieżowa muzyka w scenie bitewnej mi nie przeszkadza. Bardzo dobra realizacja, ładne role młodych aktorów i dobra opowieść o tragedii miasta. Za kilka scen dam się pokroić, szkoda, ze całość nie utrzymana w takim "ścisku żołądka" jak choćby scena ulicznej egzekucji. A teraz można hejtować ;-)
5
97. „Hrabina Cosel”, reż. Jerzy Antczak (1967)
Jestem miłośnikiem dużych produkcji historycznych, a polska kinematografia ma w tej kategorii spore tradycje, niestety kontynuacji brak. Dzieło Antczaka nie dorównuje oczywiście naszym najlepszym filmom kostiumowym ale jest wystarczająco dobre, aby znaleźć się na liście. Jest odpowiedni rozmach, stroje, plenery, Jadwiga Barańska pokazuje dużą klasę, Dmochowski jako August II Mocny jest doskonały, a całość ogląda się dobrze, choć przecież materiał wyjściowy od Kraszewskiego nic specjalnie nie urywa. W sam raz na 97 miejsce.
Jestem miłośnikiem dużych produkcji historycznych, a polska kinematografia ma w tej kategorii spore tradycje, niestety kontynuacji brak. Dzieło Antczaka nie dorównuje oczywiście naszym najlepszym filmom kostiumowym ale jest wystarczająco dobre, aby znaleźć się na liście. Jest odpowiedni rozmach, stroje, plenery, Jadwiga Barańska pokazuje dużą klasę, Dmochowski jako August II Mocny jest doskonały, a całość ogląda się dobrze, choć przecież materiał wyjściowy od Kraszewskiego nic specjalnie nie urywa. W sam raz na 97 miejsce.
6
96. „Sztuczki”, reż. Andrzej Jakimowski (2007)
Reżyser debiutował dość znanym "Zmruż oczy", ale to drugi jego film jest według mnie jego najlepszym dziełem, gdzie w pełni ujawnia się charakterystyczna stylistyka i klimat. Slow cinema, które oczywiście wymaga pewnej uwagi, ale jest na tyle miłe w oglądaniu, że trudno tu się zgubić czy stracić wątek. Niby nudne, a łechce przyjemne rejony w głowie. Lubię takie filmowe sztuczki.
Reżyser debiutował dość znanym "Zmruż oczy", ale to drugi jego film jest według mnie jego najlepszym dziełem, gdzie w pełni ujawnia się charakterystyczna stylistyka i klimat. Slow cinema, które oczywiście wymaga pewnej uwagi, ale jest na tyle miłe w oglądaniu, że trudno tu się zgubić czy stracić wątek. Niby nudne, a łechce przyjemne rejony w głowie. Lubię takie filmowe sztuczki.
7
95. „Dzięcioł”, reż. Jerzy Gruza (1970)
Wyobraźcie sobie, że film Gruzy został uznany w jakimś plebiscycie za najgorszy obraz 25-lecia PRL, a ja lubię go bardzo i uważam, że on po prostu wyprzedzał swój czas. Piękna frenetyczna farsa z mnóstwem gustownego absurdalnego dowcipu. Znakomita rola Gołasa, ale tu wspaniałe są role na drugim, a nawet trzecim planie. On ma oczywiście mocne peerelowskie zakotwiczenie i pewnie dla młodszych widzów może nie być do końca czytelny, ale według mnie starzeje się porto, a nie jak mleko.
Wyobraźcie sobie, że film Gruzy został uznany w jakimś plebiscycie za najgorszy obraz 25-lecia PRL, a ja lubię go bardzo i uważam, że on po prostu wyprzedzał swój czas. Piękna frenetyczna farsa z mnóstwem gustownego absurdalnego dowcipu. Znakomita rola Gołasa, ale tu wspaniałe są role na drugim, a nawet trzecim planie. On ma oczywiście mocne peerelowskie zakotwiczenie i pewnie dla młodszych widzów może nie być do końca czytelny, ale według mnie starzeje się porto, a nie jak mleko.
8
94. „Na wylot”, reż. Grzegorz Królikiewicz (1972)
O filmie pisałem więcej na profilu, tu tylko w skrócie - kino Królikiewicza to oczywiście rzecz osobna, ale akurat ten film jest dość dostępny dla szerszej publiczności. To oczywiście jest art house, ale jednak i tematyka i sposób ujęcia pozwalają uznać go za film naprawdę warty zobaczenia. Historia małżeństwa Maliszów., morderców z przedwojennego Krakowa zostaje w głowie i długo nie daje spokoju po seansie, także dzięki formalnej stronie obrazu. Mocne walnięcie obuchem w łeb.
O filmie pisałem więcej na profilu, tu tylko w skrócie - kino Królikiewicza to oczywiście rzecz osobna, ale akurat ten film jest dość dostępny dla szerszej publiczności. To oczywiście jest art house, ale jednak i tematyka i sposób ujęcia pozwalają uznać go za film naprawdę warty zobaczenia. Historia małżeństwa Maliszów., morderców z przedwojennego Krakowa zostaje w głowie i długo nie daje spokoju po seansie, także dzięki formalnej stronie obrazu. Mocne walnięcie obuchem w łeb.
9
93. „Symetria”, reż. Konrad Niewolski (2003). Muszę przyznać, że mam jakąś dziwną słabość do kina więziennego (tu szczególnie lubię francuskie obrazy takie jak "Ucieczka skazańca", "Dziura" czy "Prorok") nic dziwnego, że ten film też mi się podobał, bo jest po prostu dobry. Więzienie, wbrew pozorom, wcale nie jest takie łatwe do sportretowania. Niewolski wtargnął do naszego kina z futryną, ale okazało się, że to meteor - od "Symetrii" tylko w dół. To jednak po nim zostanie, a ja chciałbym zwrócić uwagę na znakomitą ścieżkę dźwiękową Michała Lorenca.
10
92. „Pułkownik Kwiatkowski”, reż. Kazimierz Kutz (1995).
Krytycy sarkali, ale cholera jasna - to bodaj pierwszy obraz, który w taki sposób opowiadał o czasach stalinowskich i do dziś to działa całkiem nieźle. Ciekawa historia, trochę satyry, trochę powagi i choć fastryga czasami puszcza, to jako całość broni się i, co całkiem ważne, ten film się pamięta! Nie tylko dzięki piersiom Renaty Dancewicz ;-). W kinie o to też chodzi, bo filmów, które się zapomina są setki. Trochę na wyrost, ale to przecież nie jest jakieś bardzo wysokie miejsce.
Krytycy sarkali, ale cholera jasna - to bodaj pierwszy obraz, który w taki sposób opowiadał o czasach stalinowskich i do dziś to działa całkiem nieźle. Ciekawa historia, trochę satyry, trochę powagi i choć fastryga czasami puszcza, to jako całość broni się i, co całkiem ważne, ten film się pamięta! Nie tylko dzięki piersiom Renaty Dancewicz ;-). W kinie o to też chodzi, bo filmów, które się zapomina są setki. Trochę na wyrost, ale to przecież nie jest jakieś bardzo wysokie miejsce.
11
91. „Cześć Tereska”, reż. Robert Gliński (2001). Znów wyznanie - ja lubię takie kino społeczne, które bardziej przygląda się niż szuka diagnoz i analiz, a tym bardziej osądu. Film Glińskiego był trochę głośny, ale dzisiaj jest, mam wrażenie, bardzo zapomniany, a moim zdaniem niesłusznie. Mamy tu trochę Loacha, trochę cinema verite, ale tak naprawdę najważniejszy jest ten spory ładunek autentyzmu, kóry bije z wielu kadrów. W 2001 roku miałem 24 lata i doskonale pamiętam tego typu dziewczyny i chłopaków z osiedla. Kilka scen zupełnie jak obrazki, które sam widziałem na Grochowie. I dlatego też, między innymi, jest w rankingu.
12
90. „Prawo i pięść”, reż. Edward Skórzewski, Jerzy Hoffman (1964). Polski "western", który już czołówką i piękną piosenką "Nim wstaje dzień" śpiewaną przez Edmunda Fettinga urzeka klimatem i ciekawym spojrzeniem na osadnictwo na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Moim zdaniem wspaniała, nieco wycofana, ale jednocześnie twarda rola Holoubka i całkiem interesująca rozgrywka z bandą szabrowników. Dobre korzystanie z hollywoodzkich schematów, angażująca historia, a film, choć starzeje się, to jednak robi to godnie.
13
89. „Nic śmiesznego”, reż. Marek Koterski (1995). Wiem, wiem, wiem, wielu zapyta: dlaczego tak nisko?! A no bo Adaś Miauczyński jest tu jeszcze w stadium, no, na pewno nie larwalnym, ale jednak to nie jest do końca dojrzały film moim zdaniem. Owszem, ma wiele bardzo dobrych momentów, sporo genialnych i dobrych linijek, ale jako całość to jednak zbiór anegdot niż pełna opowieść. I choć jest to oczywiście, jak zwykle u Koterskiego, podszyte ogromnym smutkiem, rozpaczą nawet, co niezwykle cenię, to jednak ja mam z tym filmem problem - nie do końca go lubię. Ale doceniam. I tak wiadomo, że Miauczyński się jeszcze pojawi w dużo lepszym obrazie.
14
88. „Konsul”, reż. Mirosław Bork (1988). Takich historii jak ta Jacka Ben Silbersteina, czyli sprytnego oszusta i manipulatora Czesława Wiśniaka, to opowieść której kino po prostu łaknie. Przecież to, że ktoś wymyślił sobie fikcyjny konsulat austriacki we Wrocławiu i czerpał z tego korzyści jest tak absurdalna, że uwierzyć w to nie sposób. A jednak. Świetny Fronczewski nadał postaci Silbersteina odpowiedniego charakteru i dziwnej sympatii, choć przecież nie powinno się kibicować oszustom. Mimo pewnej przaśności anturażu bardzo fajne kino.
15
87. „Upał”, reż. Kazimierz Kutz (1964). No co ja poradzę, że uwielbiam te głupotki - Boże, ile tu jest niewymuszonego dowcipu i uroku, to ja piórkuję. Cudowności po prostu i tyle, a każdy kto będzie kwestionował obecność tych dyrdymałek w rankingu otrzyma cios w nos. Rzekłem. Kto nie oglądał, biegusiem, na pewno jest w Internecie. Nie ma nic lepszego na dobry humor, w poniedziałek się przyda.
16
86. „Hubal”, reż. Bohdan Poręba (1973). Nie chcę tu wchodzić w ocenę postaci Hubal i jego postawy we Wrześniu, ale na pewno dobrze się stało, że postać ta trafiła na ekran kinowy. I dobrze, że zagrał ją Ryszard Filipski, bo moim zdaniem ta rola stała się dla niego "drugą skórą" - to jest wyśmienita kreacja. Zostawmy już na boku Porębę, Grunwald i te wszystkie peerelowskie smrodki. Dobre kino - chciałbym takiego poziomu w jakimś współczesnym filmie o naszej obronie w 1939 roku. Czy proszę o tak wiele?
17
85. „Pokój z widokiem na morze”, reż. Janusz Zaorski (1977). Ten film odkryłem całkiem niedawno temu i pisałem o nim na swoim profilu. I bardzo lubię takie niespodzianki. Z opisu wydawał się jakimś snujem, ale okazało się, że to niezwykle interesujący film, tak, tak, psychologiczny, ale mój Boże, wszyscyśmy niewolnikami psychologii, czyż nie? Naprawdę polecam, bez dwóch zdań jeden z najlepszych filmów Zaorskiego, a mam wrażenie, że zupełnie zapomniany.
18
84. "Zapomniana melodia", reż. Jan Fethke & Konrad Tom (1938). Tu znów będzie pewnie mała awantura, bo ten film to tak naprawdę zbiorcze miejsce dla całego polskiego kina przedwojennego. Wyznanie - uważam, że żadna przedwojenna produkcja tak naprawdę nie powinna się znaleźć w rankingu, nie doczekaliśmy się nawet nie tyle arcydzieła, co po prostu filmu wybitnego z przedwojnia, ale warto jednak ten okres jakoś zaznaczyć. Tu tak naprawdę mogło być kilka innych śpiewanych komedii muzycznych z lat 30., ale tak z ręką na sercu - z tych filmów zostały głównie piosenki, a wiele osób kojarzy je, ale już nie potrafi dopasować do obrazu. Zastanawiałem się nad "Znachorem", "Prokurator Alicją Horn" czy "Dziewczętami z Nowolipek", ale to jednak nie to... W II RP powstał też "Dybuk", ale czy to to jest kino polskie? Bo, że zrobione w Polsce to na pewno. Porównując polskie kino tamtego okres do innych krajów odstawaliśmy jednak poziomem, takie jest moje zdanie.
Zatem ten film i ta pozycja to taki mój mały hołd dla sympatycznych przedwojennych filmowych wodewilów, ale jednak tylko symboliczny. Mozna zaczynać awanturę ;-)
Zatem ten film i ta pozycja to taki mój mały hołd dla sympatycznych przedwojennych filmowych wodewilów, ale jednak tylko symboliczny. Mozna zaczynać awanturę ;-)
19
83. „Nadzór”, reż. Wiesław Saniewski (1983)
I znów film więzienny - mówiłem, że coś ze mną nie tak ;-). Tym razem znakomite studium kobiecej psychiki w warunkach zniewolenia - gęste jak smoła, ciężkie jak kowadło, ale warte zobaczenia. I cała galeria świetnych ról, z Ewa Błaszczyka na czele, ale tu przecież i Szapołowska, Sawicka, Kownacka czy Szykulska zagrały przekonująco i przejmująco.
I znów film więzienny - mówiłem, że coś ze mną nie tak ;-). Tym razem znakomite studium kobiecej psychiki w warunkach zniewolenia - gęste jak smoła, ciężkie jak kowadło, ale warte zobaczenia. I cała galeria świetnych ról, z Ewa Błaszczyka na czele, ale tu przecież i Szapołowska, Sawicka, Kownacka czy Szykulska zagrały przekonująco i przejmująco.
20
82. "Kobieta samotna", reż. Agnieszka Holland (1981)
Ja wiem, że p. Agnieszka po jej ostatnim filmie ma przechlapane u niektórych, ale hej, ona zrobiła troszkę dobrego kina. To pewnie jej najlepszy film z tych zrobionych w Polsce (tu miałem w głowie jeszcze "Gorączkę", bo lubię ten okres historyczny). To obraz niezwykle przykry i smutny - beznadzieja peerelu, do tego samotność i rozpaczliwe poszukiwanie bliskości, wszyscy poranienie i złamani. Uff, ciężary, ale mówiące spor o ludziach i relacjach. A do tego znakomita Maria Chwalibóg i kaleki Bogusław Linda jako jej kochanek, kiedy nie był jeszcze "twardzielem". Sporo przemyśleń.
Ja wiem, że p. Agnieszka po jej ostatnim filmie ma przechlapane u niektórych, ale hej, ona zrobiła troszkę dobrego kina. To pewnie jej najlepszy film z tych zrobionych w Polsce (tu miałem w głowie jeszcze "Gorączkę", bo lubię ten okres historyczny). To obraz niezwykle przykry i smutny - beznadzieja peerelu, do tego samotność i rozpaczliwe poszukiwanie bliskości, wszyscy poranienie i złamani. Uff, ciężary, ale mówiące spor o ludziach i relacjach. A do tego znakomita Maria Chwalibóg i kaleki Bogusław Linda jako jej kochanek, kiedy nie był jeszcze "twardzielem". Sporo przemyśleń.
21
81. „Nie lubię poniedziałku”, reż. Tadeusz Chmielewski (1971). A ja lubię poniedziałki, szczególnie takie jak ten, kiedy mogę się podzielić swoją miłością do kina ;-). I lubię ten film, który jest lekki jak piórko i taki miał być od początku. Owszem, jest tu sporo propagandy sukcesu wstępującego Gierka, ale też dużo wdzięku, łagodności wobec świata i subtelnego dowcipu. Sporo zapożyczeń od Jaquesa Tati, ale jak czerpać to od najlepszych. "Kurka wodna!"
22
80. „Pętla”, reż. Wojciech Jerzy Has (1957). Zaczynam siódmą dziesiątkę od pierwszego filmu Hasa w zestawieniu i od razu mocne uderzenie, w szyję że tak powiem. Ech, Polacy i spiritualia to rzeczywiście pętla mocno zaciśnięta i wydobyć się z niej trudno, o czym przekonuje się Kuba, które zagrał jak zwykle dobrze Holoubek. Moim zdaniem ciut za bardzo to wystudiowane, ciut przeintelektualizowane, ale mimo wszystko to Has w najlepszej formie. I te przepiękne kadry, te kadry... A monolog Fijewskiego jeden z najlepszych w polskim kinie.
23
79. „Dług”, reż. Krzysztof Krauze (1999). Chyba najlepszy polski film końcówki XX wieku, pamiętany chyba głównie ze znakomitej roli Andrzeja Chyry. No zrobić taką postać to jest sztuka - uwiarygodnić bydlaka i dać mu porządne "ciało filmowe" to nie jest wcale łatwe, bo szybko i często wpada się w karykaturę. Ale tu i historia dobra, aktorstwo takie jak trzeba i cała reszta roboty filmowej na odpowiednim poziomie. To był chyba taki bardzo "zachodni" film - w latach 90. wciąż jeszcze było sporo kompleksów, a ten obraz to przełamywał.
24
78. „Poszukiwany, poszukiwana”, reż. Stanisław Bareja (1972)
Śmieszy? Śmieszy, a to o to chodzi w komedii. Kopalnia gagów, tekstów i galeria wspaniałych postaci: mąż dyrektor, artysta Adamiec, Karpielowa, "profesor" od cukru, bananowy synalek, a wszystko to bawi do dziś i weszło wręcz do naszego kodu kulturowego. No bo jak rozmawiać z kimś, kto nie łapie, kto nie wie o co chodzi z "procentem cukru w cukrze"?. Nie da się... ;-)
Śmieszy? Śmieszy, a to o to chodzi w komedii. Kopalnia gagów, tekstów i galeria wspaniałych postaci: mąż dyrektor, artysta Adamiec, Karpielowa, "profesor" od cukru, bananowy synalek, a wszystko to bawi do dziś i weszło wręcz do naszego kodu kulturowego. No bo jak rozmawiać z kimś, kto nie łapie, kto nie wie o co chodzi z "procentem cukru w cukrze"?. Nie da się... ;-)
25
77. „Ostatnia rodzina”, reż. Jan P. Matuszyński (2016). Intrygująca wiwisekcja nietypowej rodziny zamkniętej nie tylko w klaustrofobicznej przestrzeni ursynowskiego mieszkania, ale także we własnych fobiach, traumach, wyobrażeniach i niemożności komunikacji. Zupełnie genialne role Seweryna i Koniecznej, a już dużą słabszą Ogrodnika, który ewidentnie przeszarżował portretując Beksińskiego juniora. Film jednak broni się na wielu polach, szczególnie chyba jako psychologiczna drama i podglądanie wybitnego artysty. I zapada w pamięci na długo.
26
76. „Jeszcze tylko ten las”, reż. Jan Łomnicki (1991). Skromny, raczej zapomniany film, a szkoda, bo to jeden z najlepszych polskich obrazów o stosunkach polsko-żydowskich w czasie okupacji. Nie uciekający od trudnych pytań i problemów, ale jednocześnie nie wymachujący pałka antysemityzmu - świetna równowaga postaw, motywacji i społecznego tła tych nie zawsze dobrych relacji. Film to także wspaniała rola Ryszardy Hanin, już choćby dla tej kreacji warto go zobaczyć. O filmie pisałem osobno na profilu.
27
75. „Matka Królów”, reż. Janusz Zaorski (1982). W moim zestawieniu będzie co najmniej kilka filmów z PRL-u, które opowiadają o II RP - wiadomo, że chodziło tam głównie o krytykę "sanacji" i "burżuazyjnej Polski", ale przecież i w tej krytyce było sporo prawdy, tak jak w tym filmie. No nie ma tu lukrowania rzeczywistości przedwojennej - bieda i walka samotnej matki o poprawę losu swojego i synów to naprawdę przejmująca historia. A film Zaorskiego to przecież także "półkownik" i na premierę czekał 5 lat, więc można było zrobić film w poprzek oficjalnych oczekiwań. No cóż, w przygnębiające obrazy to my potrafiliśmy...
28
74. „Plac Zbawiciela”, reż. Krzysztof Krauze & Joanna Kos-Krauze (2006). Kolejny film Krzysztofa Krauze, w tym przypadku zrobiony wspólnie z żoną Joanną, i kolejny, który trzyma się mocno rzeczywistości. Chyba wciąż potrzebujemy takiego zaangażowanego kina społecznego, w którym tzw. przeciętny Kowalski może się przejrzeć - tu finansowe problemy młodego małżeństwa po bankructwie dewelopera są tak naprawdę tylko wstępem do bardzo trudnych i gorzkich chwil. Bo tak zaczyna się spirala nieszczęść, która może spotkać każdego. I za to pochylenie się nad każdym z nas, wielkie brawa dla twórców. I dwie bardzo dobre role - Jowity Budnik po dłuższej nieobecności i Ewy Wencel. Przejmujący obraz.
29
73. "Chłopi", reż. DK Welchman & Hugh Welchman (2023). Ja wiem, że dla wielu jedyni "prawilni" "Chłopi" to ci od Rybkowskiego, ale wtrzymajcie konie - tam to serial tylko, film jest zbyt poszatkowany i średni. A tu mamy zupełnie inne podejście - skupiamy się na Jagnie, ale to moim zdaniem dobry wybór, obraz nabrał spójności. A jeszcze lepszym wyborem było animowanie tego obrazu - ten film bez pomalowania byłby na pewno dużo gorszy. A tak dostaliśmy przepięknie zrealizowaną opowieść, która w pierwszych dwóch rozdział jest bliska wybitności, potem zwalnia, ale to wciąż bardzo dobre kino. Takiego przetwarzania naszej kultury potrzebujemy. O filmie pisałem osobno na profilu.
30
72. "Panny z Wilka", reż. Andrzej Wajda (1979). Pierwszy film Wajdy w zestawieniu i chyba najbardziej liryczny obraz w twórczości autora "Brzeziny". Klucz do Iwaszkiewicza chyba odnaleziony, dużo tu jest na swoim miejscu. A o czym? Trochę o tęsknocie, trochę o kryzysie wieku średniego, trochę o uczuciach, sporo o przemijaniu. Swoją drogą nie wiem czy to nie jest ostatnia duża (a może nawet: dobra) rola Daniela Olbrychskiego.
31
71. „Struktura kryształu”", reż. Krzysztof Zanussi (1969). Być czy mieć? Uczestniczyć czy być poza? Jaką postawę życiowa przyjąć? Jak zachować siebie i jednocześnie spełnić się, być szczęśliwym. Dwóch kolegów toczy te spory, a my przyglądamy się temu z zaciekawieniem, bo młody Zanussi miał jeszcze ten duży dar dobrego słuchania i podglądania. Kino namysłu, kino refleksji, a wszystkie pytania wciąż aktualne, odpowiedzi zresztą też. Każdy musi wybrać swoją.
32
70. „Wodzirej”, reż. Feliks Falk (1977). Historia Lutka Danielaka mogłaby się wydarzyć równie dobrze dzisiaj, gdzie scenografią byłby szklany wieżowiec korporacji, ale komunizm chyba szczególnie sprzyjał takim postawom. Wspaniały rytm ma ta opowieść o szui i oportuniście, regulowana zabawami i tańcami ze słynnym "la, la, la". Pamiętaj synku: świnia zawsze będzie świnią. Stuhr wielki.
33
69. „Róża”, reż. Wojciech Smarzowski (2011). Jeśli Smarzowski to właśnie taki - uważny, dociekliwy, przyglądający się i starający się wnikać do środka, a nie goniący za każdym możliwym podkręceniem historii. I bez zbędnej publicystyki, bo ta szybka ulatuje. Pokaż historię, pokaż ludzi i ich losy na tle okropnego świata - to zawsze się obroni, tak jak tutaj. I róbmy więcej takiego kina historycznego - my już nie umiemy w wielkie produkcje z tysiącami statystów, wróćmy do jednostki, ona tym bardziej ważna.
34
68. „Ostatni dzień lata”, reż. Tadeusz Konwicki (1958). Najtańszy film w historii polski (całość kosztowała ok. 10 tys. zł), a tyle tu piękna i mądrości. Plaża, ona, on i próba zbliżenia, a przecież w środku jeszcze wojna i straszne rzeczy. Kilka kadrów to jedne z najpiękniejszych ujęć w całym naszym kinie. To nie jest film do oglądania, to film do wdychania, tak jak wdycha się morską bryzę.

































