@Przewodzik: PrzewodzikKsiążkowy (ranking)...
@Przewodzik
15 views
Apr 24, 2026
Advertisement
1
PrzewodzikKsiążkowy (ranking)
Jak zwykle przeszkody i jestem spóźniony, ale chyba możemy w końcu zacząć mój kolejny ranking z cyklu „50 best of” – tym razem będzie to 50 najlepszych zbiorów opowiadań. I właśnie – nie pojedynczych opowiadań, ale zbiorów. Tu trzeba jednak zastrzec, że tomy krótkich historii są czasem wyborem nie samych autorów, a redaktorów i wydawców, więc tu będzie po prostu to, co ja czytałem. Będą tu zatem nie tylko edycje, które przygotowali pisarze, ale także kompilacje czy choćby opowiadania zebrane – będą starał się uściślać wydania, żeby nie było wątpliwości, o które mi chodzi. Zasada jest jedna – jeden autor, jeden zbiór, nie ma tu antologii wielu pisarzy.
Muszę przyznać, że stworzenie zestawu najlepszych zbiorów opowiadań było chyba dla mnie najtrudniejsze ze wszystkich dotychczasowych rankingów – bardzo trudno wybrać takie, które utrzymują podobny poziom i nie maja na przykład jednego wybitnego opowiadania, gdy reszta jest średnia lub słaba. Bo, choć uważam, że to powieść jest najdoskonalszą formą opowieści, to jednak napisać naprawdę dobre opowiadanie to wyjątkowa sztuka. W moim rankingu na pewno takie są.
W przeciwieństwie do powieści jest na liście zdecydowanie większa różnorodność rodzajowa, ale moim zdaniem krótka forma dobrze sprawdza się właśnie w gatunkach – stąd też sporo tu fantastyki chociażby.
Jak zwykle – zaczynami od numeru 50. i schodzimy w dół aż do 1., a wpisy będą się pojawiały co jakiś czas. Życzę miłej lektury i by może nawet odrobiny inspiracji literackich.
Jak zwykle przeszkody i jestem spóźniony, ale chyba możemy w końcu zacząć mój kolejny ranking z cyklu „50 best of” – tym razem będzie to 50 najlepszych zbiorów opowiadań. I właśnie – nie pojedynczych opowiadań, ale zbiorów. Tu trzeba jednak zastrzec, że tomy krótkich historii są czasem wyborem nie samych autorów, a redaktorów i wydawców, więc tu będzie po prostu to, co ja czytałem. Będą tu zatem nie tylko edycje, które przygotowali pisarze, ale także kompilacje czy choćby opowiadania zebrane – będą starał się uściślać wydania, żeby nie było wątpliwości, o które mi chodzi. Zasada jest jedna – jeden autor, jeden zbiór, nie ma tu antologii wielu pisarzy.
Muszę przyznać, że stworzenie zestawu najlepszych zbiorów opowiadań było chyba dla mnie najtrudniejsze ze wszystkich dotychczasowych rankingów – bardzo trudno wybrać takie, które utrzymują podobny poziom i nie maja na przykład jednego wybitnego opowiadania, gdy reszta jest średnia lub słaba. Bo, choć uważam, że to powieść jest najdoskonalszą formą opowieści, to jednak napisać naprawdę dobre opowiadanie to wyjątkowa sztuka. W moim rankingu na pewno takie są.
W przeciwieństwie do powieści jest na liście zdecydowanie większa różnorodność rodzajowa, ale moim zdaniem krótka forma dobrze sprawdza się właśnie w gatunkach – stąd też sporo tu fantastyki chociażby.
Jak zwykle – zaczynami od numeru 50. i schodzimy w dół aż do 1., a wpisy będą się pojawiały co jakiś czas. Życzę miłej lektury i by może nawet odrobiny inspiracji literackich.
2
50.Jerzy Szaniawski „Profesor Tutka”, Kraków 1972. Kiedy ostatnio nazwaliście coś stylowym, uroczym, pełnym wdzięku czy elegancji? Jeśli dawno, a macie taką potrzebę, to polecam ten zbiorek opowiastek, które łączy inteligentny humor, ironię, subtelność aluzji i filozoficzne podejście do życia. W krótkich, z pozoru błahych historyjkach, które profesor Tutka opowiada znajomym (a są wśród nich Sędzia, Radca, Rejent, Mecenas i Doktor), można dojrzeć właśnie to wszystko, a do tego jest to bardzo ładnie i stylowo podane. Wiele osób zna zapewne całkiem dobry serial z Gustawem Holoubkiem w roli tytułowej, który powstał na podstawie tych opowiadań, ale ja zachęcam do zajrzenia do źródła – myślę, że można tam znaleźć dokładnie to, czego oczekuje się od krótkiej formy literackiej.
3
49.Kazuo Ishiguro „Nokturny”, Warszawa 2017. Kolejny zbiorek również można nazwać stylowym, bo i autor znany jest z dbałości o język i formę. W „Nokturnach” mamy pięć opowiadań, które, co sugeruje tytuł tomu, łączy gównie muzyka, ale także głęboka psychologia oraz kilka różnych osób, miast i sytuacji. Jak zawsze u brytyjskiego autora dużo subtelności i niejednoznaczności, ale o dziwo sporo w tych miniaturach także humoru, czasem nieco gorzkiego, ale jednak. Klimatyczne i nastrojowe tak jak dźwięki instrumentów, które towarzyszą przełomowym momentom w życiu bohaterów – wśród nich można spotkać także Polaka grającego na gitarze na Placu św. Marka w Wenecji. Kto czytał cokolwiek Ishiguro ten się raczej nie zawiedzie, ja się nie zawiodłem.
4
48.Jacek Dukaj „Król bólu”, Kraków 2010. Ja tam wolę kiedy Dukaj się raczej rozpędza i całkowicie pochłania go opowieść, która rozrasta mu się nagle do kilkuset stron, ale i w krótkiej formie autor ten też ma zdecydowanie dobre momenty. Tak jak w tym tomie, gdzie dominującym motywem jest niemożność przekroczenia granicy drugiej osoby, próby pełnej komunikacji oraz pokonywania wstydu i bariery intymności. Tu zresztą mnóstwo innych wątków i fiksacji Dukaja, jak zawsze w nieco powykręcanej i czasem może zbyt przekombinowej formie - to albo się lubi, albo nie - ja lubię. To wciąż są wciągające kosmosy literackie, choć przecież w mniejszym rozmiarze (to też nie do końca prawda, bo książka liczby bite 800 stron…).
5
47.Jan Himilsbach “Opowiadania zebrane”, Warszawa 2023. To może być nieco dziwne, ale Himilsbacha tak naprawdę poznałem wcześniej właśnie jako pisarza niż aktora i legendę PRL-u. W biblioteczce mojego ś.p. Taty był m. in. zbiorek „Łzy Sołtysa” i jakoś jeszcze w liceum poczytywałem to sobie i spodobało mi się. Później kilka razy wracałem do jego opowiadań i co tu dużo mówić – moim zdaniem był lepszym prozaikiem niż aktorem (jakim był kamieniarzem to nie wiem). Niezła fraza, dobry słuch i wyczucie oraz naprawdę duża celność tych historyjek, z których przynajmniej kilka jest przecież wciąż jakoś obecnych wśród opowiadań drugiej połowy XX wieku: „Monidło”, „Party przy świecach”, „Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy” - to choćby te, które zekranizowano. Dużo dobrze oddanej peerelowskiej rzeczywistości i obyczajowości. Tu daje odnośnik do wydania zbiorowego, bo po co się ograniczać, a te najlepsze i tak też tu są ;-)
6
46.Ivo Andrić „Dom na odludziu”, Warszawa 1979. No co ja poradzę, że lubię pisarstwo Andricia i żałuje tylko, że obok potężnego „Mostu na Drinie” czytałem jeszcze tylko ten zbiorek opowiadań. A mamy w nim wszystko, z czym kojarzą się Bałkany – ta bliska egzotyka, ta gwałtowność i energia, ta niemal baśniowa nierealność postaci i zdarzeń, która płynie niemal z każdej historii z tego regionu. No, a serbski Noblista nam to pięknie odmalował, a przede wszystkim widać u niego ogromną miłość i sympatię do ludzi, a zatem także do swoich bohaterów. Nieduże (150 stron), a cieszy.
7
45.Jorge Luis Borges „Powszechna historia nikczemności”, Warszawa 2023. Pierwszy Borges na liście, na razie daleko, bo to jeszcze nie jest TEN Borges, choć i w tym tak właściwie debiucie pisarskim Argentyńczyka, mamy zapowiedź późniejszych motywów, tych raczej z nożem w zębach. Miniatury o wielkich gwałtownikach (i gwałtowniczce (?), bo przecież jest tu i Wdowa Cing, herszt piratów!) to znakomite mikro-studia ludzkiej pychy, zawiści i bezwzględności podlane sosem niesamowitości i tego co mają chyba tylko pisarze z Ameryki Łacińskiej – jakiego rodzaju fatum, które wisi nad bohaterami. I moim zdaniem, jeśli ktoś nie zna Borgesa, to ja bym od tego nie zaczynał – to są świetne opowiadania, ale nie tego oczekujesz myśląc „Borges”. Zatem to zostawiamy na deser, a nawet lekki deserek.
8
44.Daphne du Maurier “Ptaki”, Warszawa 1997. Mnie do książek często sprowadzają filmy i zapewne domyślacie się jaki obraz przywiódł mnie, dość dawno już temu, do tego zbioru? No oczywiście klasyczny film Hitchcocka i wcale nie dziwię się, że „Mistrz Suspensu” wziął na warsztat akurat to opowiadanie autorki "Rebekki". Bo jest tu wszystko co trzeba by czytelnika nieco zaniepokoić i rozemocjonować – du Maurier świetnie dawkuje napięcie i ładnie prowadzi historię aż do finału. Inne opowiadania nie sa aż tak dobre, ale z pewnością wystarczająco, aby przeczytać cały ten zbiorek z ciekawością, a momentami nawet z wypiekami na twarzy (moim ulubionym „Monte Verita”). Naprawdę dobra klasyki rozrywki czytelniczej. Wiem, że jest nowe wydanie Albatrosa z 2023 roku, ale nie jestem pewien czy zawiera ten sam zestaw opowiadań, choć raczej powinno.
9
43.Haruki Murakami „Mężczyźni bez kobiet”, Warszawa 2015. Tak naprawdę znam dość słabo twórczość Japończyka, bo raptem dwie powieści i ten zbiór, ale to właśnie te kilka opowiadań do dziś, po ładnych kilku latach wciąż odbijają się echem w mojej głowie. To pewnie przez dojmujący smutek i samotność tych mocno psychologicznych opowieści – mam jakieś wrażenie, że to też japońska specyfika tych historii, ale to tylko nic nie znacząca intuicja, więc można ja zignorować. No i tylko żałuje, że wciąż nie widziałem filmu na podstawie najlepszego opowiadania z tomu: „Drive my car”, ale to chyba da się załatwić. Nie wiem czy to literatura tylko dla mężczyzn, ale na pewno głównie dla mężczyzn, bo to oni mogą się tam dość intrygująco przejrzeć.
10
42. Andrzej Stasiuk “Mury Hebronu”, Warszawa (?) 1992. To dla mnie książka inicjacyjna w pewien sposób, ustanawiająca mnie nie tyle nawet czytelnika, co niedoszłego pisarza – między innymi to właśnie te opowiadania więzienne, który były debiutem pisarza, powodowały w młodym człowieku, jakim byłem czytając je, chęć takiego właśnie pisania i takiego "bycia". Krwistego, mięsistego, prawdziwego – takim widziałem się w literaturze, choć nic z tego nie wyszło prócz kilku nieudolnych prób do szuflady. Jest to zbiór dla mnie ważny, nigdy do niego nie wróciłem, ale on wciąż we mnie jest i dlatego musi być na liście. Rozumiecie – z takim rzeczami się nie igra.
11
41. Rafał A. Ziemkiewicz „Czerwone dywany, odmierzony krok”, Warszawa 1996. Stary dobry RAZ – kiedyś były RAZ-y, dziś nie ma RAZ-ów. A to kilka naprawdę porządnych kawałków sci-fi z klimatami niedalekiej w sumie przyszłości, która zmierza do przykrego końca, a teraz w sumie nas już dogoniła. Sporo tu oczywiście przestrzelonych prognoz, choć niektóre przewidywania, szczególnie ze „Źródło bez wody” całkiem trafne. Przede wszystkim jednak to wciąż interesujące i utrzymane w dobrym stylu pisarstwo fantastyczne, które dobrze się czyta, a krótsza forma sprawia, że zupełnie nie nudzi, a sam pomysł nie wyczerpuje się za szybko.
12
40.James Joyce „Dublińczycy”, Kraków 2005. Joyce to dla wielu czytelników tylko „Ulisses”, ale to krzywdząca opinia, szczególnie, że to właśnie z tych opowiadań sporo spraw i zdarzeń weszło do opus magnum Irlandczyka. To proza zdecydowanie łatwiejsza i przystępniejsza niż mała odyseja Leopolda Blooma, ale dająca równie odpowiednią satysfakcję z lektury. Dobre i przede wszystkim ciekawe oddanie klimatu stolicy Szmaragdowej Wyspy sprzed ponad stu lat w kilku intrygujących portretach i rekonstrukcjach zdarzeń. Dla kogoś kto chciały poznać Joyce’a w „bezpieczny” sposób i nie odbić się od zawiłości modernistycznej, strumieniowej prozy jest to pozycja idealna – bo to literatura znakomita. A dla mnie, ponieważ w Dublinie kilka chwil zabawiłem, zawsze w pewien sposób osobista. Ja znam te opowiadania w tłumaczeniu Zbigniewa Batki.
13
39. Howard Phillips Lovecraft „W górach szaleństwa i inne opowieści”, Poznań 2017. Jest sporo wydań kompilacji opowiadań „Mistrza Grozy”, a ja znam tylko to właściwie, bo Lovecraft odkryty przez mnie wyjątkowo późno. Zawsze jakoś opierałem się temu kultowi (a „Zew Cthulhu dobiegał z wielu stron ;-), ale w końcu i ja uległem. No bo jest niezwykle klimatyczna literatura, która potrafi czytelnika zaniepokoić, a przede wszystkim wciągnąć do swojego mikroświata krótkiej opowieści. Dla mnie właśnie takie historie to trochę sedno krótkiej formy – jest wprowadzenie, akcja, kulminacja, a wszystko podane w dobrej, skondensowanej pigule. W tym tomie są właściwie wszystkie najważniejsze, ikoniczne opowiadania i chyba można go polecić jako edycję reprezentatywną.
14
38. Dino Buzzati „Polowanie na smoka z falkonetem”, Warszawa 1989. To było moje pierwsze spotkanie z Buzzatim – dopiero później odkryłem „Pustynię Tatarów” i resztę, ale to od tych krótkich opowiastek się zaczęło. A zaintrygował mnie tytuł – bo jak to? Co to ten falkonet i jak się poluje z nim na smoki? Oczywiście szybko się dowiedziałem i polubiłem, bo trudno nie lubić tych historyjek – „historyjek”, bo trochę tu humoresek, trochę dłuższych anegdot, trochę fantastyki, a całość to dobra mieszanina ciekawych opowieści po prostu. Bo o to na końcu w tym wszystkim chodzi – o dobrą opowieść. Jest trochę dowcipu, jest zaskoczenie, ale dominują jednak nuty ciemniejsze. Najbardziej chyba w pamięci zapadło mi opowiadanie tytułowe, ale lubię też to o Einsteinie czy pewnym zawistnym muzyku…
15
37.Stefan Grabiński „Niesamowite opowieści”, Kraków 1975. Pora na „polskiego Lovecrafta” lub jak kto woli „lwowskiego Poego”, ale ja tam nie lubię takich określeń, bo Grabiński jest swój i jedyny w swoim rodzaju. Ten zbiorek, który jest kompilacją najlepszych opowieści z kilku innych to też dawne, pierwsze spotkanie z tą wyjątkowo w polskich warunkach prozą (rekomendacja Lema na okładce też miała znaczenie). I przez długi czas miałem z Grabińskim tak, że było to swego rodzaju mój sekret – wydawało mi , że tylko ja go znam i czytam, a potem okazało się, że to całkiem popularny autor, szczególnie w pewnych środowiskach. Opowiadania grozy Grabińskiego to na pewno absolutna polska klasyka i jeśli ktoś nie zna, to koniecznie niech nadrobi. Duża elegancja słowa, ładne budowanie napięcia i niemal całkowity brak tanich chwytów tak częstych w thrillerach i horrorach. Must read, jak to mówią w Oklahomie.
16
36. Gabriel García Márquez „Dwanaście opowiadań tułaczych”, Warszawa 2017. Opowiadania kolumbijskiego Noblisty są o tyle ciekawe, że opowiadają o Europie, a nie o Ameryce Łacińskiej – to w sumie cykl spotkań z różnymi ludźmi podczas jego podróży po Starym Kontynencie w ciągu wielu lat. I to ciekawe patrzeć jak ktoś spoza „naszego” kręgu na nas patrzy, ale tak naprawdę większość tego, co dostajemy od Marqueza i tak jest o nim samym przecież. Oraz o jego przyjaciołach, spotkaniach, rozstaniach. Autor „Jesieni patriarchy” napisał kiedyś: „Dobrego pisarza poznaje się bardziej po tym, co drze na strzępy, niż po tym, co drukuje” i ten zbiór jest tego najlepszym przykładem – tu wszystko, co zbędne został podarte i wyrzucone, a zostało samo gęste.
17
35.Sławomir Mrożek “Krótkie, ale całe historie. Opowiadania wybrane”, Warszawa 2011. Zbiorów opowiadań Mrożka było wiele, zazwyczaj nosiły tytułów od jednego z nich, ale ja wybrałem taką przekrojową edycję, bo mamy tu wszystko za co lubimy autora „Tanga”. A cenimy za ironię, dowcip, inteligencję, całkiem niezłą wyobraźnię i dość umiejętne nawiązywanie do rzeczywistości w tych swoich drobnych formach. Mamy tu więc słynne "wesele w Atomicach", ale także "Ptaszka ugupu, "Buntownika" czy "Fakira" - samo dobro w humoreskach. Ten przekrój to nie tylko wybór utworów, ale także pewna pespektywa historyczna, bo chronologicznie najstarsze opowiadania z najmłodszymi dzieli wiele lat. Ale w każdym z nich widać rękę Mrożka i jego niepodrabialny styl, który jednych zachwyca, a innych wkurza. Mnie zazwyczaj sprawia dużą przyjemnosć i dlatego ta pozycja jest w rankingu.
18
34.Leopold Tyrmand “Gorzki smak czekolady Lucullus”, Warszawa 2016. Pisarstwo Tyrmanda to swego rodzaju paradoks – nie ma chyba w polskiej literaturze autora, który stosowałby aż taką autokreacje niż autor „Złego”, a jednocześnie jest w jego twórczości, a w opowiadaniach widać to chyba szczególnie, spory ładunek autentyczności i prawdy. Bo te krótkie migawki to głównie opowieści z jego własnych przeżyć – większość dotyczy jego losów w Skandynawii i Francji podczas okupacji, a taki obraz wojny to jednak coś innego niż jesteśmy przyzwyczajeni (tu podobnie jest z jego powieścią „Filip”). A za fasadą i fascynacjami (sport, jazz) kryje się całkiem głęboka próba zrozumienia ludzi i świata. Ciekawy człowiek przychodzi z ciekawymi historiami i trzeba przyjąć, niech sobie usiądzie i opowie – po to tu jesteśmy.
19
33.Janusz A. Zajdel „Relacja z pierwszej ręki”, Warszawa 2013. Chyba największy zbiór krótkich form Zajdla (nie jestem tylko pewien czy nie wydany jedynie w formie cyfrowej), który prezentuje 33 najlepsze utwory z ponad osiemdziesięciu opowiadań przez niego napisanych. I jest w nich wszystko za co cienimy tego wybitnego przedstawiciela fantastyki społecznej, choć tu można spotkać znacznie więcej gatunkowej różnorodności i motywów. Mamy więc przewidywanie zagrożeń dla ludzkości opisywanych z naukową precyzją, mamy niewesołe obrazki społeczeństwa przyszłości, ale i podróże kosmiczne czy eksperymenty. I, co jednak mniej obecne w powieściach, jest tu całkiem spora dawka, może nie tyle od razu humoru, co jednak swoistego dowcipu i puszczania oka do czytelnika w niektórych momentach. W krótkiej formie chyba o to łatwiej po prostu.
20
32.Edgar Allan Poe „Opowieści niesamowite”, Kraków 1984. Dla większości dzisiejszych czytelników opowiadania Poego będą z pewnością zbyt mało mroczne i zapewne zbyt nudne, choć moim zdaniem to ocena bardzo niesprawiedliwa. No, ale ze zmianami wrażliwości trudno dyskutować i nie sposób walczyć – dla mnie „Opowieści niesamowite” to wzór klasycznych opowiadań grozy, w których oprócz nastroju, widać także doskonale lęki i fascynacje epoki, w której żył autor. Widać tam oczywiście także bardzo mocno idiosynkrazje samego Poego, w tym choćby motyw śmierci urojonej. Nie byłoby dzisiejszego horroru bez tych porośniętych mchem i porostami miniatur, więc na liście muszą się znaleźć.
21
31. Arthur Conan Doyle “Przygody Sherlocka Holmesa“, Iskry 1955. Jeśli Poe był tak przełomowy to co powiedzieć o Doylu i jego nieśmiertelnym bohaterze w pelerynie? Nie wiem czy dzisiaj czyta się jeszcze przygody Holmesa, ale ja dawniej zaczytywałem się tymi opowiadaniami, niektóre znałem wręcz na pamięć, zatem nic dziwnego, że darze je takim sentymentem i poważaniem. Jak będę stuletnim staruszkiem, to będę czytał wtedy już tylko takie rzeczy. Wydań tego było bez liku – pewnie co roku jest nowe, ale najbezpieczniej wybrać chyba jakieś klasyczne.
22
30.Marek Nowakowski „Książe Nocy. Najlepsze opowiadania”2014. Są tacy pisarze, którzy choć napisali kilka powieści, to i tak znani są głównie z opowiadań – do nich należy właśnie Nowakowski, jeden z lepszych u nas przedstawicieli małego realizmu. Lubię bardzo te jego powidoki z dawnej Warszawy, te obrazki bynajmniej nie pocztówkowe z przedmieść i miejsc mniej oczywistych, bo to przecież jakieś Włochy, Wawry i inne Zawady. Bo to także moja Warszawa, ja sam jestem raczej z obrzeży miasta i u mnie są jeszcze „powidoki jego powidoków” - że wyrażę się tak enigmatycznie o tej sztafecie wspomnień i wrażeń. I za tę bliskość miejsce 30.
23
29.Rene Goscinny & Jean-Jacques Sempé „Mikołajek”. Warszawa 2014. Podobnie jak z „Dziećmy z Bullerbyn”, których jako dziecko nie czytałem, humoreski Gościnnego o niesfornym chłopcu także odkryłem dopiero jako rodzic. I podobnie jak przy książce Astrid Lindgren, mogę tylko pluć sobie w brodę, że nie znałem tego w dzieciństwie, bo to absolutne cudowności pod każdym względem. Czytałem to córce, słuchaliśmy razem jak czyta to Jerzy Stuhr i tak czy siak po prostu pękaliśmy ze śmiechu z tych doskonałych pod każdym względem małych arcydzieł. Jest to więc dla mnie jak najbardziej "lektura dorosła" i jako taka ląduje w moim rankingu.
24
28.Italo Calvino „Opowieści kosmikomiczne”, Warszawa 1968. Wspaniała wyobraźnia Calvino to jedno, ale to jak on potrafi na kilku stronach wywrócić oczekiwania czytelnika i jego sposób patrzenia na wiele spraw to jednak wyjątkowa umiejętność. Bo niby to opowiastki fantastyczno-naukowe, ale jednak bliżej im do filozoficznych dywagacji o naturze świata i stanie ludzkości. Obserwowanie historii świata oczami "nieludzkimi" to jednak spory fikołek intelektualny, ale moim zdaniem włoski pisarz poradził sobie z tym naprawdę dobrze. Jest zatem wysiłek mózgu, ale wszystko to podlane subtelnym humorem, więc nie ma zbytniego zadęcia i bufonady. Tak na marginesie – czytając prozę Calvino, przypomina się jakiś dawny bon mot, że każda sztuka pragnie na końcu być muzyką, bo tylko ona jest prawdziwą abstrakcją. No troszkę tak tu jest, co niektórych może zachęcić, a innych – wręcz przeciwnie.
25
27. Bogdan Madej „Maść na szczury”, Paryż 1977. Wielu pewnie uzna, że w tym momencie próbuje być na siłę oryginalny, ale zapewniam, że to całkowicie przemyślany wybór – ten zapomniany zbiór to rzecz znakomita i zdecydowanie warta ożywienia. Jest to bowiem jeden z najlepszych obrazów życia w PRL-u, który znakomicie chwyta ówczesną mentalność i ducha. Owszem mocno to przefiltrowany przez groteskowe spojrzenie, ale i tak wszystkie zdarzenia i sprawy, które nam Madej referuje ze swadą, mimo swej absurdalności wydają się całkowicie prawdopodobne - to połączenie Barei i "Rejsu". Jest zatem wesoło, ale też i mocno gorzko, bo nie jest do końca lekka lektura – to obraz świata mocno zepsutego, brzydkiego, zniszczonego. Nic zatem dziwnego, że autor miał mocno pod górkę z komunistami, a jego książki miały ogromny problem z cenzurą w latach 70., stąd też i to wydanie „Maści na szczury” w Instytucie Literackim.
26
26. Mikołaj Gogol „Opowiadania”, Warszawa 1984. Kolejna rzecz z biblioteki moich rodziców, która ukształtowała nie tylko moje gusta literackie, ale także spojrzenie na formę, bo przecież opowiadania Gogola należą do wzorca ja tworzyć krótką opowieść. Każdy zna chyba „Nos” czy „Szynel” i nie trzeba tych wybitnych rzeczy szerzej przedstawiać – to znakomite połączenie realizmu i absurdu, które razem dają celną i mocną kpinę z otaczającej rzeczywistości. Te historyjki mają prawie 200 lat, ale nie tracą na aktualności i wciąż, podobnie jak najlepsze sztuki Gogola, świetnie opisują ludzką głupotę. To wydanie o tyle fajne, że jest w nim wstęp Marii Dąbrowskiej.
27
25.Gustaw Herling-Grudziński „Opowiadania zebrane”, Poznań 1991. To wchodzimy na wyższy poziom, ale to już połówka stawki, więc nie ma się co dziwić. Opowiadania Herlinga-Grudzińskiego to jednak jest swego rodzaju zagwozdka, z którą trudno sobie poradzić. Z jednej strony te opowieści nie porywają ani swoją wyjątkowością, ani puentami, a z drugiej – człowiek po ich przeczytaniu jest jakiś pełniejszy, coś w nim się otwiera i po zamknięciu książki zostawia z poczuciem obcowania z czymś wyjątkowym. Niezwykle trudna do jednoznacznej oceny proza, która wymyka się prostym ocenom i podziałom. Dużo tu o samotności, eseistycznych wręcz fragmentów o metafizyce, ale też trochę o społeczeństwie, o momentach granicznych w życiu człowieka, a wszystko napisane tak, jakby miał to być ostatni tekst w życiu. Opowiadania przez duże „O”, które niezwykle cenię, ale muszę do nich wrócić bo wiem, że wciąż jest w nich sporo do odkrycia.
28
24.Albert Camus „Wygnanie i królestwo”, Warszawa 2024. Rzecz, którą sobie właśnie powtórzyłem (minirecenzja wkrótce) w nowym znakomitym tłumaczeniu Anny Wasilewskiej. I choć nieco skromniejszy, nieco „mniejszy”, to wciąż jest ten sam Camus, w którym głównym, dojmującym tematem jest samotność i alienacja z różnych powodów. Jest też Algieria, niby w tle, ale zawsze jakoś wyłazi i nie daje os sobie zapomnieć. Lubię te wycofana frazę autora „Upadku”. A z jego bohaterami czuje wręcz fizyczną więź – tak jak oni nie widzę żadnej nadziei, choć tu momentami pojawiają się jakieś drobne jej promyki. Na razie tyle, po więcej odsyłam do przyszłości.
29
23.Italo Calvino „Niewidoczne miasta”, Warszawa 2013. Zupełnie niezwykła podróż literacka śladami Marco Polo, który przybywszy na dwór prześwietnego Kubłaj-chana, opisuje mu świat zaklęty w przedmioty i historię. Wspaniała proza poetycka, którą czyta się z niegasnącą przyjemnością, bo wszystko jest opowieścią – także bajanie słynnego Włocha, który zmyśla miast i krainy. Bo tak naprawdę to podróż po świecie imaginacji, której jedynym wehikułem jest język – to on jest granicą naszych możliwości, a na pewno tych gawędziarskich. To chyba po „Jeśli zimową nocą podróżny” moja ulubiona rzecz od Calvino, do której trzeba będzie wrócić niedługo.
30
22. Stanisław Lem „Maska”, Kraków 2013. Chyba mniej znany zbiór różnych, także pod względem powstania, opowiadań, które nie mają raczej wspólnego mianownika, ale przecież można powiedzieć, że tym jest sam ich autor. Według mnie mamy tu jednak przykłady tych najbardziej kunsztownych literackich prób autora „Solarisa”, który wciąż szuka granic człowieczeństwa, spotkania z nieznanym i zagrożeń płynących z techniki – niby ciągle to samo, ale tu trochę od podszewki i jakoś bardziej oryginalnie. Znakomity zestaw, ale może jego siła bierze się właśnie z „dywersyfikacji” nie tylko tematycznej, ale także w tonacji, bo mamy tu przecież i satyrę i całkiem poważne potraktowanie tematów. A tytułowa „Maska” to prawdziwa perełka.
31
21. Harlan Ellison „To, co najlepsze. Tom I & II”, Warszawa 2018. Pozostajemy w klimatach fantastycznych, ale jednocześnie zupełnie innych od Lema. Na pewno dużo bardziej bezpośrednich i mocnych – to chyba najbardziej walące po głowie opowiadania w całym rankingu. I chyba jedyna pozycja dwutomowa w zestawieniu, ale trudno oddzielić od siebie te dwie książki, bo to opus magnum jednego z najważniejszych, choć mam wrażenie zbyt mało znanego, klasyka literatury fantastyczno-naukowej, który inspirował Gaimana czy Simmonsa. To z pewnością nie jest literatura dla wszystkich i jeśli nie jesteś gotowy na… dosadność, bezpośredniość, brutalność, to lepiej tu nie zaglądać. Trzeba także pamiętać, że to bardzo przekrojowy zbiór i jest tu jednak przynajmniej kilka opowiadań zdecydowanie słabszych, ale te najlepszy, szczególnie chyba z tomu drugiego, wynagradzają te gorsze momenty. Dobrym pomysłem byłoby chyba nawet nie czytanie według kolejności tylko tematycznie – bo tak te opowiadania są podzielone. U mnie kilka razy przepaliły się bezpieczniki, a to jest rekomendacja.
32
20.Edward Stachura „Się”, Warszawa 1988. Jeśli ktoś widział mój ranking polskich powieści, to zdzwiony obecność Stachury w tym zestawieniu raczej nie może być. Się lubi, się ceni także jego opowiadania, a szczególnie właśnie ten tomik, a w tym tomiku jedno z najpiękniejszych opowiadań jakie znam, czyli „Pokocham ją siłą woli”. Nie znam nic co dotyka bardziej miłości, choć to raczej jest niemożność miłości – wspaniała rzecz, którą powtarzam sobie co kilka lat. Reszta historii też jest dobra, mamy tu rzeczy typowe dla Steda, ale forma też ma znaczenie – coś, co może irytować lub nużyć niektórych w jego powieściach, tu jest na pewno lepiej znośne, bo krótsze. Ciekawe na pewno są tedwa opowiadania amerykańskie, bo jednak w prozie te podróże Stachury po Ameryce Łacińskiej nie są mocno obecne. Się będzie do tego wracać, się musi.
33
19. Danilo Kiš “Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii”, Wołowiec 2006. Jedna z najlepszych rzeczy antykomunistycznych jakie znam. I najciekawsze jest właśnie to spojrzenie z Jugosławii, inne, bo jednak i perspektywa południowych Słowian jest nieco inna, tam ta specyfika różniła się, choć ostatecznie i tam też ludzie świadomi wiedzieli, że chodziło zawsze o upodlenie ludzi. Znakomita fraza, niemal poetycka, ale jednocześnie niezwykle mocna i dosadna – tak właśnie kojarzę prozę z Bałkanów, która czule, ale jednak dusi. Każde z opowiadań, które łączą się w pewną większą całość, to małe-wielkie, niezwykle przenikliwe studium wzlotu i upadku komunistycznych apostołów, nad którymi zawsze unosił się tylko strach i konformizm. Jest w tych fikcyjnych biografiach jakaś łączność z czechosłowackim, znakomitym filmem „Ucho”, w którym też liczy się tylko to, żeby nie zrobić fałszywego kroku, żeby tylko nie wywrócić się głupio i nie wylądować w gnojowisku historii. Mocne i prawdziwe.
34
18. Katherine Mansfield „Opowiadania”, Łódź 2020. Niektórzy narzekają na te moje rankingi, że mało w nich kobiet i ja przyznaję, że może tak jest rzeczywiście, ale nie wynika to z mojej mizogini, tylko tak się po prostu układa. Albo inaczej – dajcie mi takie pisarstwo jak Katherine Mansfield, to z pewnością kobiet na moich listach będzie więcej, bo to jest to czego oczekuje nie tylko od literatury, ale także od literatury stworzonej przez kobiety. Znakomite miniatury psychologiczne nowozelandzkiej prekursorki modernizmu to jest niezwykle satysfakcjonująca rzecz pod wieloma względami, szczególnie właśnie, jeśli chodzi o perspektywę kobiecą. Bo ona oczywiście tu jest, ale nie jest sednem spraw, tylko naturalnie wynika z poszczególnych opowieści. Nie ma zatem nachalności czy wymuszania na czytelniku konkretnych reakcji, a mimo to i tak (po stu latach!) jest ogromna aktualność postaw i działań. Sporo tu odwagi, a nawet odrzucenia dotychczasowych konwenansów, ale wszystko jednak wciąż w gustownej formie i języku. Tu chciałbym podkreślić też pracę polskiej tłumaczki, czyli Magdy Heydel, która według mnie bardzo ładnie oddała klimat tych opowiadań.
35
17. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach”, Warszawa 2019. Chyba jest dość oczywiste, że nie mogło zabraknąć debiutu prozatorskiego Hłaski, którym było te 16 opowiadań, tak różnych od tego co się wówczas w Polsce komunistycznej publikowało. Hłasko nawet jak wchodził w buty socrealizmu, to i tak robił to po swojemu i tu kilka opowiadań, które choć wyglądają z pozoru na „produkcyjniaki”, to wyłania się z nich indywidualizm i chęć wystąpienia z tłumu. Uważam, ze proza Hłaski wciąż działa, choć pewnie dzisiaj już nikt tego nie czyta i wystarczy wiedzieć, że był ktoś taki i miał swoją „legendę”. Mimo wszystko warto zobaczyć skąd się „legenda” wzięła i moim zdaniem takie opowiadania jak „Dom mojej matki”, tytułowy „Pierwszy krok w chmurach” czy „Pętla” (tu można podeprzeć się ekranizacją Hasa) doskonale ją tłumaczą.
36
16. Philip K. Dick „Opowiadania najlepsze”. Poznań 2021. Dick w pewnym momencie przestał pisać krótkie formy i skupił się na powieściach, ale moim zdaniem to właśnie w tych miniaturach jest bardzo często to, co najciekawsze w jego prozie. Ten tomik to, jak napisał wydawca, zbiór, który wybrał sam pisarz i ja jestem w stanie zdecydowanie się z tym zgodzić: „Roog”, „Kopia ojca” czy „Elektryczna mrówka” to z pewnością doskonałe opowiadania, które mają w sobie dokładnie tę dawkę szaleństwa i inteligencji, która sprawia, że Dick jest pisarzem tak wyjątkowym. W sumie tak naprawdę chyba wolę autora „Ubika” właśnie w krótkiej formie i szkoda, że ją zarzucił. No, ale kilka sztuk zostało, więc jest się czym cieszyć.
37
15. Joseph Roth „Legenda o świętym pijaku i inne opowiadania”, Kraków 2016. Po moim rankingu 100 najlepszych powieści obcojęzycznych byłem trochę zły, że Rotha „Marsz Radetzky’ego” umieściłem jednak tak nisko na liście i chciałem jakoś to zmienić, zatem tu trochę swój błąd naprawiam. Ale żeby było dziwniej to drogi do książek są jednak pokrętne, bo najpierw były świetne powieści Austriaka (tu również "Krypta Kapucynów"), ale na jakiś czas go zapomniałem, a potem odkryłem włoskiego reżysera Ermanno Olmi, którego „Drzewo na saboty” uważam za arcydzieło. Potem oczywiście zachciałem zobaczyć więcej filmów tego reżysera i obejrzałem właśnie jego „Legendę o świętym pijaku”, która jest adaptacją tytułowego opowiadania z tego zbioru (gra tam zresztą Rutger Hauer). I takie koło musiało być zatoczone bym do Rotha wrócił i się zachwycił ponownie – bo to znakomita proza. W zasadzie każde opowiadania opowiada o jakimś uzależnieniu – od alkoholu, koloru, ludzi, ale chyba gównie przedmiotów i naprawdę bardzo łatwo i dobrze jest się w nich przejrzeć, bo mam ciche przekonanie, że każdy z nas jakieś drobne uzależnienie ma. Wspaniałe miniatury, po prostu wspaniałe.
38
14. Antoni Czechow „Opowiadania”, Warszawa 1984. Tu trochę podobnie jak przy Gogolu – rzeczy niby stare, ale przecież jak najbardziej aktualne i prawdziwe, dotykające uniwersalnych spraw ludzkich, choć przecież ubranych w kostium swojej epoki. Niby podobnie, ale jednak inaczej, bo Czechow to zupełnie inne rejestry – uważne, subtelne, skupione na pewnych problemach i tematach, ale jednak w żaden sposób nie nachalne ze swoimi diagnozami. W tym zbiorze, w którym zresztą nie ma jednego z moich ulubionych opowiadań, czyli „Nieciekawej historii” mamy niemal cały przegląd tego, co w pisarstwie Rosjanina najlepsze – tego pochylenia się nad ludzkim żywotem i przyjrzenia mu się z pewnej intrygującej strony. Autor „Wiśniowego sadu” należy na pewno do moich ulubionych pisarzy.
39
13. Joseph Conrad „Opowiadania”, Wołowiec 2018. Bardzo dobry zbiór opowiadań Conrada w nowym, znakomitym przekładzie Magdy Heydel. I, podobnie jak przy kilku innych autorach, najbardziej lubię autora „Lorda Jima” właśnie w krótszych formach, do tego stopnia., że jedyną rzeczą, która umieściłem na swojej liście najlepszych powieści jest tak naprawdę nowela (niektórzy nazwą to nawet dłuższym opowiadaniem), czyli „Jądro ciemności”. Bo według mnie Conrad właśnie w tych krótkich historiach jest najlepszy, a jego styl, w którym ważniejsze jest nie to „co się dzieje”, tylko „co to znaczy”, prezentuje się najpełniej. Najbardziej lubię w tych opowiadaniach poczucia niepewności, także moralnej, co wyborów i działań bohaterów – wiem oczywiście, że za Conradem stoi przyzwoitość i honor, ale tu ciągle jest pewien rodzaj niepokoju i wątpliwości, który towarzyszy bohaterom wystawionym na próbę. Są w tym tomie chyba dwa moje ulubione utwory Conrada obok „Jadra ciemności” – „Amy Foster” i „Anarchista”.
40
12. Bruno Schulz „Sklepy cynamonowe”, Warszawa 1933. Jedna z najbardziej niezwykłych książek dwudziestolecia międzywojennego, która dziś już jest właściwie bardziej legendą niż literaturą - to metaliteratura, która zmieniła się w mit o świecie, którego już nie ma i którego już nigdy nie będzie, a jest to świat zbudowany tak naprawdę jedynie ze snów, majaków, migawek i powidoków. Nikt tak nie pisał przed Schulzem i nikt tak nie pisał po Schulzu – i nie jest to tylko czcza oryginalność i osobność, ale dogłębna i prawdziwa, choć niezwykle oniryczna podróż w poszukiwaniu własnej metafizycznej biografii.
41
11. Zygmunt Haupt „Baskijski diabeł”, Wołowiec 2016. Jeśli my mamy zapomnianych takich prozaików, to coś jest chyba nie do końca tak z naszą pamięcią. Proza Haupta to rzecz wyjątkowa, a jego styl po kilku opowiadaniach szybko rozpoznawalny. Tu podeprę się Andrzejem Stasiukiem, który we wstępie do tego zbiorczego, potężnego (ponad 700 stron) tomu napisał, że to proza, która "tworzy tkankę tak gęstą, że władze rozumu stają się bezsilne i w dodatku zupełnie zbędne". Dokładnie tak - siłą tych tekstów jest gęstość, natężenie, niezwykle bogaty język dotykający sedna przedmiotów i zdarzeń. To tom obejmujący aż trzy zbiory, ale zadziwiająco równy pod względem literackim i w zasadzie nie ma tu "pustych przelotów". Fantastycznie zarysowany, raz mocno, raz delikatnie, świat przedwojennych miasteczek Wołynia, z barwnym, ale mocno przykurzonym i obłoconym korowodem Polaków, Ukraińców i Żydów. To główne tematy utworów, choć nie tylko. Nie bez powodu wspominam o rysowaniu, bo Haupt był też malarzem, co w jego tekstach jest nad wyraz widoczne. "Pierścionek z papieru" to jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałem w życiu.
42
10. Kornel Filipowicz „Modlitwa za odjeżdżających”, Warszawa 2004. I kolejny autor nieco zapomniany, nieco pomijany, a bardzo niesłusznie, bo to jeden z najlepszych miniaturzystów literackich zeszłego wieku. Znakomicie skomponowane i precyzyjnie napisane opowiadania, które ujmują pięknym stylem i klimatem. Mówię „kompozycja”, ale nie przykrywa ona emocji, piszę „precyzja”, ale współgra ona bardzo pięknie z nastrojowością i jednak melancholią. I znów musze wspomnieć o pisarskiej uwadze, bo to w opowiadaniach, ze względu na krótka formę, jest niezwykle ważne, a Filipowicz umie to znakomicie – gesty, spojrzenia, drobne sprawy – wszystko to ma znaczenie i może być kluczowe dla opowieści. Jeśli coś ma się zachować z mniej znanej prozy polskiej, to niechże to będą opowiadania z tego zbioru, choćby takie jak „Pyłek w oku” czy tytułowa "Modlitwa za odjeżdżających".
43
9. Warłam Szałamow „Opowiadania kołymskie”, Poznań 2011. „To, co widziałem, tego człowiek nie powinien widzieć, nie powinien o tym wiedzieć” – jeśli Sołżenicyn dał nam ramy i, jakkolwiek to zabrzmi brutalnie i okrutnie, swego rodzaju technikalia sowieckiej maszyny śmierci i jej ogólna naturę, to Szałamow dał nam wnętrze, "mięso" i emocje największego więzienia świata. Nawet trudno mi było nazwać to, co przeżyłem, kiedy po raz pierwszy przeczytałem te opowiadania, a i potem przy powtórkach też było ciężko ubrać w słowa to, co czułem. Wydaje się bowiem, że akurat tak naturalną grozę jak łagry łatwo opisać, ale dopiero w takich tekstach widać, że to niezwykle trudna sprawa - tu się jednak udało. I do tego jeszcze to niesamowite połączenie fizjologicznego wręcz bólu niektórych fragmentów z innymi przepełnionymi niewyobrażalnym pięknem i wysublimowaną łagodnością. Wspaniała rzecz, a komu mało może sobie dorzucić jeszcze „Wiszerę” tego autora na dokładkę.
44
8. Tadeusz Borowski „Pożegnanie z Marią. Opowiadania”, Warszawa 1948. Pierwsze wydanie opowiadań Borowskiego zawierało jedynie 5 utworów, w drugiej edycji uzupełniono je o kolejne, ale te podstawowe, jak tytułowe „Pożegnanie z Marią” czy „Proszę państwa do gazu” od razu zapewniły swego rodzaju nieśmiertelność tej niezwykle tragicznej postaci jaką był pisarz. I nie zmieni tego nawet zapędzenie ich do kąta lektury szkolnej, co potrafi „zabić” największe dzieła, bo jeśli lektury szkolne mają być, to niech będą takie – i tak, liceum jest świetnym momentem, aby coś takiego czytać. I ktoś powie, że to nie jest tak do końca wielka literatura, a ja mu powiem – ona być może nie jest wielka, ona może nawet z dzisiejszej perspektywy wydawać się średnia, ale to ona najmocniej oddaje to, z czego powstała – z patrzenia na największa ludzką hańbę w historii.
45
7.Bohumil Hrabal “Święto przebiśniegu”, Warszawa 2008. Sam Hrabal często podkreślał, że „przede wszystkim jest zafascynowany otaczającą go rzeczywistością i ludźmi, o których ociera się każdego dnia. Bo właśnie „zwyczajni” ludzie są w stanie kreować rzeczywistość tak. niezwykłą, że nic tylko siąść i pisać, „pokazać jej odbicie”. No i właśnie o tym są opowiadania zawarte w tym tomie i opowiadające nostalgicznie, lirycznie, groteskowo, ale i niezwykle prawdziwie o Kersku, w którym „jak się człowiek uchleje to też jest Kilimandżaro” (cokolwiek to dla kogokolwiek znaczy). Wspaniałe portrety i ciekawe landszafty, a wszystko podlane sosem surrealizmu, bo ten zawsze najlepszy był do oddania socjalistycznej rzeczywistości, czy to u nas czy u południowych sąsiadów. Duża radość czytania, rzecz niby lekka, ale podskórnie jest w tym sporo głębszych myśli i po prostu zdrowej, spokojnej mądrości. Tak jak w życiu – śmiech zawsze miesza się ze smutkiem, a Hrabal potrafił to pokazać jak nikt. „Jestem czcicielem Słońca w restauracyjnych ogródkach, smakoszem Księżyca przeglądającego się w wilgotnym bruku…” – jak nie kochać Hrabala za takie frazy?
46
6. Jorge Luis Borges “Księga piasku. Pamięć Szekspira”, Warszawa 2025. I wreszcie jest Borges jakiego lubię najbardziej, ale to wciąż nie ten najlepszy. Choć tu jest już wszystko co tworzy przebogaty kosmos literacki Argentyńczyka: sobowtóry, labirynty, zwierciadła, mity i mnóstwo innych toposów literackich, które można w nieskończoność przetwarzać, choć trzeba mieć i wyobraźnię i talent Borgesa, aby robić to dobrze. Opowiadania Borgesa są jak niemożliwe grafiki Eschera, jak niezrównane równania Gödla i jak arcypiękne fugi Bacha – to nieusuwalna część zachodniej kultury i ja sobie literatury bez nich nie wyobrażam. Tu podaję najnowsze wydanie, oczywiście w przekładzie Andrzeja Sobola-Jurczykowskiego, do którego dołączono mały zbiorek „Pamięć Szekpira” – niby słabszy, ale przecież zawarta w nim „Róża Paracelsusa” to też malutkie arcydzieło.
47
5. Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe”, Kraków 2016. Z uniwersum Cyberiady mógłbym pewnie wybrać każdą z książek, ale zdecydowanie, bezapelacyjnie i stanowczo muszę postawić na wielką, kosmiczną odyseję Ijona Tichego. Chyba tylko Lem potrafił w takiej, no umówmy się, jednak wyjątkowo lekkiej i swobodnej formie, zaprezentować niemal wszystkie najważniejsze pytania ludzkości – niesamowita umiejętność pisania o najtrudniejszych sprawach tak, że ma się wrażenie pełnego zrozumienia, nawet jeśli jest się tak prostym dzikiem jak ja. Najdłuższy cykl Lema w ogóle się nie starzeje, można go czytać po kolei, na wyrywki, ciągle i z doskoku – zawsze bawi, zachwyca i daje mnóstwo satysfakcji z odkrywania nie tylko kunsztu pisarskiego Lema, ale także z niezliczonych odniesień do wielu innych dzieł i bohaterów. Najwspanialsza podróż kosmiczna w historii.
48
4. Ota Pavel „Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami”, Warszawa 2015. Moja droga do Oty Pavla była dość długa i dość trudna, bo najpierw była filmowa adaptacja opowiadania „Śmierć pięknych saren”, która nie do końca mi się podobała, ale jak większość ludzi mam jednak przekonanie, że pierwowzór literacki jest zazwyczaj lepszy od tego co przeniesiona na ekran, więc i tak wziąłem się z lekturę. No, ale nie spodziewałem się, że to będzie aż tak dobre – no co tu dużo pisać, niemal każde z tych opowiadań to utwór wybitny. Tak w ogóle to nie wiem czy to nie jest najbardziej czeska rzecz jaką czytałem kiedykolwiek – moim zdaniem to mogło powstać tylko u naszych kochanych sąsiadów z południa i jest tam wszystko za co Czechów lubimy i cenimy. Za słodki smutek przede wszystkim i umiłowanie własnego kawałka ziemi. Tu podaje wydanie do którego dołączono drugi zbiór, czyli "Jak spotkałem się z rybami" bo takie po prostu mam i takie sobie czytam.
49
3. Jarosław Iwaszkiewicz „Opowiadania filmowe”, Warszawa 2023. Jarosław Iwaszkiewicz to moim zdaniem najwybitniejszy polski twórca opowiadań i w zasadzie mógłbym tu wymienić wiele jego zbiorów (bardzo lubię i cenię chyba mało znany, niewielki tom „Ogrody”), ale ponieważ ja bardzo często myślę „filmowo”, to uznałem, że najlepiej będzie zaznaczyć obecność pisarza na wysokim miejscu trzecim właśnie taka edycją – tu bowiem każde opowiadanie jest arcydziełem właściwie i w ogóle się nie dziwię, że wybitni reżyserzy chcieli je przenosić na ekran. Bo to proza "filmowa", choć nie tak łatwo "filmowa" – tu trzeba jednak klucza, ale taki Wajda czy Kawalerowicz na pewno ten klucz odnaleźli (nie wszystkie adaptacje są oczywiście tak dobre). Aż trudno sobie wyobrazić jak wyglądałaby polska kinematografia gdyby nie Iwaszkiewicz – "Panny z Wilka", "Brzezina", "Matka Joanna od Aniołów", "Zygfryd", "Stracona noc"… Przeczytałem ostatnio „Panny z Wilka” i nie mogę się nadziwić jaki to jest piękny i mądry utwór. Zatem Iwaszkiewicz.
50
2. Jorge Luis Borges „Alef”, Warszawa 2020. Każdy kto czytał moja biografię (wiem, stary numer, ale bardzo go lubię) nie może być zdziwiony – nie ma lepszych zbiorów opowiadań niż te najlepsze dzieła Borgesa – „Alef” jest tym, tylko nieco mniej wybitnym tomem. Mógłbym w zasadzie dać je razem, bo było polskie wydanie wspólne jako "Historie prawdziwe i wymyślone". ale uznałem, że warto zachować ich oddzielną tożsamość i umieścić na liście obok siebie. Nie ma większego "opowiadacza" niż Ślepy Bibliotekarz z Buenos Aires, a jego najlepszy zbiorem opowiadań jest oczywiście…
51
1.Jorge Luis Borges „Fikcje”, Warszawa 2019. To tak naprawdę zbiór podwójny, bo zawiera tomy „Ogród o rozwidlających się ścieżkach” i „Twory wyobraźni”, ale zrosły się one tak bardzo, że uważane są za opus magnum Argentyńczyka. Tu nie ma nie tylko słabego czy choćby średniego opowiadania, tu nie ma słabej stronicy, akapitu, zdania czy przecinka. Wszystko jest na swoim miejscu, nie znajduję w tych miniaturach żadnych wad, a niektóre historie są czymś, co powinno wyryć się na kamiennych tablicach dla potomności. Dzieło skończone, lektura absolutna - już nic nie da się dodać czy ująć. Ani większego napisać.
52
Bardzo dziękuję za uwagę i przepraszam za powolne publikowanie kolejnych miejsc. Jeśli ktoś odnajdzie powyżej choć odrobinę inspiracji czytelniczej, wtedy uznam, że ranking swój cel spełnił.
I jak zwykle: jeśli ktoś uzna, że zasłużyłem, będzie mi miło
buycoffee.to/przewodzik
I jak zwykle: jeśli ktoś uzna, że zasłużyłem, będzie mi miło
buycoffee.to/przewodzik


















































